Joanna Chmielewska Zone

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Joanna Chmielewska Zone

Mam zły charakter

Email Drukuj PDF


Dlaczego postanowiła Pani pisać kryminały?

Nie chcę. Nie będę powtarzać, dlaczego piszę kryminały. Wyjaśniłam to w "Autobiografii". Po prostu je lubię. Bardzo dużo ich czytam, nie tylko profesjonalnie, ale przede wszystkim dla przyjemności.

Jakich autorów lubi Pani najbardziej?

Czytam wszystko jak leci. Uwielbiam książki Agathy Christie, których mam komplet. A poza tym nie ma sensu mówić o konkretnych autorach. Czego dopadnę, to czytam. Mam tego olbrzymią ilość.

A kryminały Słomczyńskiego?

Bardzo sympatyczne. Kiedyś były prawie jedynymi kryminałami na naszym rynku. Bardzo się przyjemnie czytały i były bardzo dobrze napisane. Ale to, jak wiadomo, nie była zasadnicza rzecz w życiu Słomczyńskiego. On się zresztą sam przyznał, że napisał tych kilka kryminałów, żeby zarobić trochę pieniędzy, a przez cały czas siedział nad tłumaczeniem "Ulissesa". Ja wolę jego kryminały.

Zdominowała Pani polski rynek swoimi książkami. Inni autorzy piszą niezmiernie rzadko...

Inni kryminaliści nie piszą i nie mam pojęcia dlaczego. Jestem z tego bardzo niezadowolona, ponieważ ja chciałabym czytać, a nie tylko pisać. Mam straszne zmartwienie z Heleną Sekułą, która ma po prostu niezbyt szczęśliwe nazwisko. Kojarzona była wielokrotnie z Ireneuszem Sekułą, z którym nie ma nic wspólnego. Wydawcy najzwyczajniej w świecie bali się wydawać ją ze względu na nazwisko. Tymczasem ostatnie jej książki: "Demon z bagiennego boru", "Barrakuda" i "Siedem domów Kuny" były znakomicie napisane. I ja strasznie chciałam, żeby one dalej wychodziły.

Kogo jeszcze pani poleca?

Jerzy Bożkowski jeszcze pisał. Ale jego nie mam się o co czepiać, ponieważ po pierwsze była to kobieta, a po drugie umarła. Kilku naszych autorów było naprawdę doskonałych. Może to nie byli rasowi kryminaliści, mogli to być dziennikarze, ale nikt już z nich nie pisze. Anna Kłodzińska, która pracowała w Życiu Warszawy, pisała bardzo dobre i sympatyczne kryminały. Były promilicyjne, ale ja zawsze kochałam milicję, więc proszę uprzejmie. Nie wiem, dlaczego ci autorzy nie piszą. Są wśród nich ludzie, którzy znali najrozmaitsze kryminalne tajemnice minionego ustroju nieporównywalnie lepiej ode mnie. A było parę takich ładnych wypadków, które mogły zainspirować. Chociażby sprawa napadu na bank przy ulicy Jasnej w Warszawie. Opisała go Sekuła, naturalnie wszystko bardzo ładnie zmieniając. Wiadomo, że nie ci, tylko inni, i tak dalej. Byli ludzie, którzy doskonale znali te sprawy, mieli dostęp do najrozmaitszych tajemnic. Na ich bazie niechby nawet i pisali kryminały o tamtych czasach. Przecież każdy z przyjemnością przeczytałby sobie, jakie go okropne świństwa otaczały.

Brała Pani kiedyś udział w prawdziwym śledztwie?

Niestety niezbyt porządnie. Zawsze miałam jakieś kontakty z milicją czy policją. Dostałam kiedyś zezwolenie na uczestniczenie w takich sprawach, ale nie trafiłam na żaden interesujący przypadek.

Co roku wydaje Pani książkę, a czasem nawet dwie. Wynika to z dużej potrzeby pisania czy z presji rynku wydawniczego ?

Ja mam zły charakter. Jeśli coś mi nie sprawia przyjemności, to tego nie robię. Nawet gdybym się bardzo starała, to nic z tego. Przeciwnie, nerwicy dostanę. Jeśli piszę, to dlatego, że sprawia mi to przyjemność.

Oprócz kryminałów zdarzają się Pani nieco inne książki, jak choćby "Pafnucy".

Nie. To także kryminał, i to niedoceniony. Pomijając oczywiście zasadniczy element ekologiczny: ochronę środowiska i ochronę zwierząt, "Pafnucy" to kryminał. Wszystkie siedem opowiadań zawiera w sobie albo jakąś tajemnicę, albo sensację.

Czy to prawda, że zaczęła go Pani pisać kilka lat temu w listach do wnuczki?

Tak. Najpierw to były listy. Teraz to jest cała książka. Ponieważ jest absolutnie nieosiągalna, wydawnictwo chce ją wznowić w tym roku w siedmiu oddzielnych częściach i w większym formacie.

Czy pracuje Pani nad jakimś nowym kryminałem?

Naturalnie, ja zawsze coś piszę. Ale nic nie powiem, bo zauroczę. Wolę najpierw skończyć.

Czy będzie to również saga rodzinna z zagadką kryminalną, jak przedstawiona w Pani ostatniej książce "Harpie"?

Nie. W kryminale, który piszę, leży już piąty trup.

Czy ma Pani jakieś niespełnione marzenie, jeżeli chodzi o kryminały?

Chciałam napisać kryminał science fiction. Nie udało mi się jednak tego zrobić. Pisać mogę tylko o tym, co znam, o czym wiem bardzo dużo. Moim zdaniem ktoś powinien napisać kilka kryminałów na temat naszych wschodnich sąsiadów. Ja tego nie zrobię, bo się boję tam jechać.

Chętnie opisuje Pani w swoich książkach gry hazardowe.

Z przyjemnością piszę i uprawiam hazard. Jest to taka sama przyjemność jak każda inna. Jedna osoba maniacko uprawia działkę czy hoduje rybki, a druga gra w najrozmaitsze gry. Są tacy, co szału dostają na punkcie rybek. To jest namiętność. Ostatnio jednak bardzo rzadko chodzę na Służewiec. W tej chwili odnawiają fotele w loży dyrekcji i najzwyczajniej w świecie zrobiło się niewygodnie. Więc teraz tam nie chodzę, mimo że konie nie przestały dla mnie być przedmiotem upodobania. Ilekroć jestem w Danii, pcham się jak szalona do Charlottenlund, bo tam jak było, tak jest, i nic się nie zmienia. A u nas zmieniło mi się na nieprzyjemniej.

Jaka książka zrobiła na Pani ostatnio największe wrażenie?

Nie wiem. Nic sobie nie przypominam takiego szczególnego. Akurat czytam tych parę książek Agathy Christie, które jeszcze mi umknęły. Jednej, zatytułowanej "Karaibska tajemnica", nie mogę dopaść za skarby świata. Jest parę takich nie wznawianych pozycji, których szukam, np. Rossa McDonalda "Kto popełnił zbrodnię". Przecież to jest przeuroczy kryminał. Pewnie, że trochę staroświecki, międzywojenny. Odkupowałam go sobie dwa razy z antykwariatu. Był w strzępach, bez ostatniej strony. No i znów mi zginął, oczywiście. Bo to przecież ktoś weźmie i wyniesie. Nie wiem, może sama pożyczam w przypływie jakiejś głupoty ? No są jeszcze "Wakacje" Jerzego Putramenta - jedyna książka tego autora, która, można powiedzieć, godzi człowieka z jego istnieniem. Ona jest kompletnie do Putramenta niepodobna. Oczywiście lata 50, z fenomenalnie uchwyconą atmosferą. Rzecz jest napisana z ogromnym humorem. "Wakacje" powinny być lekturą szkolną. Był też taki przedwojenny kryminał, który czytałam w dzieciństwie - "Wbrew oczywistości" Livingstona. Z przyjemnością bym to przeczytała powtórnie, dla sprawdzenia, jak to odbieram jako osoba dorosła.

Poprawiony: wtorek, 30 czerwca 2009 19:19
 

Zapis chatu z Joanną Chmielewską (WP)

Email Drukuj PDF

wildewald: Czy Pani Chmielewska rzeczywiście do Was przyszła?

JCh.: Jak Boga kocham, że przyszłam!

nietota: Trudno było Panią przekonać do tego by wzieła Pani udział w tej rozmowie?

Średnio trudno -- byłam ciekawa co to jest i jak to wygląda.

rydz: Będzie kolejny tom Autobiografii?

Mam nadzieję, że będzie.

Evcia: Przede mną leży właśnie świeżo kupiona "Przeklęta bariera" -- z ogromną przyjemnością stwierdzam że jest Pani "nie do zdarcia"

Bóg zapłać za dobre słowo!

Kniga: Skąd pomysł z przeniesieniem w czasie?

Jak nagle ujrzałam ludzi, chodzących po ulicy i mówiących do siebie, robili wrażenie obłąkanych i wyobraziłam sobie jak ci ludzie z komórkami przy uszach wyglądaliby w oczach osoby z XIX wieku -- stado szaleńców.

Ragl: Pisała Pani -- "Zastanawiam się, czy nie byłoby możliwe zebrać wszelkie nasze władze w jednym miejscu, ogrodzonym porządnie, i wpuścić tam wygłodniałe tygrysy..." -- czy to wciąż aktualne?

O tak, tak! Doskonały pomysł!

Kruk: Kiedyś pisała Pani dla pokrzepienia serc Polaków, czy wciąż trzeba nas pokrzepiać?

No pewnie, że trzeba! Wszystkie inne osoby piszą strasznie ponuro. No... prawie wszystkie.

maciej: Podobno lubi Pani zbierać bursztyny, co Pani z nich robi?

Głównie naszyjniki, bo dziurawić te kawałki potrafię, natomiast nie umiem ich w nic oprawić, nie potrafię pracować w twardym materiale, takim jak srebro, czy miedź.

rea1: Mówi Pani po duńsku?

A niech Bóg broni, prawie wcale! Umiem powiedzieć: "Dzień dobry", "Dziękuję", "Do widzenia".

maciej: Lubi Pani dowcipy o blondynkach?

Ja w ogóle lubię wszystkie dobre dowcipy, a czy są o blondynkach, o rudych, czy takich w kropki, to mi bez różnicy. Lubię też o złotej rybce, czy o lekarzach. O, na przykład taki (w ogóle jest to fakt!):
Pan ordynator robił obchód w Szpitalu Grochowskim. Człowiek energiczny, wszedł do pierwszej sali i pierwszego pacjenta zapytał: "Stolec był". Na to spłoszony trochę pacjent rzekł: "A nie wiem, kręcił się tu taki w białym fartuchu, ale nie wiem, jak się nazywał"!

axell: Nie denerwuje Panią że coś co pisało się mnóstwo czasu inni czytają w 4 godzinki i chca jeszcze?

Nie, wcale mnie nie denerwuje, bo ja bardzo lubie pisać -- mam takie hobby.

ruda: Czy "ciocia Jadzia" jest naprawdę taka, jak ją pani opisuje?

Była. Już umarła.

rea1: Często Pani kłamie?

Wcale nie kłamię, po co mam kłamać -- chyba, że mówię dziennikarzom, że mnie nie ma w domu.

DuzaFoka: Dlaczego ostatnie Pani książki są tylko o przygodach Joanny? A co z Tereską i Okrętką oraz Janeczką i Pawełkiem (i oczywiście Chabrem) ?

Czas leci i te wszystkie młode jednostki się zestarzały. Musiałabym pisać retrospektywnie, o przeszłości.

ewa: Czy wie pani jak ogromny wpływ mają pani książki na kobiety w ciąży? Dzieci później są zwariowane i pełne szalonych pomysłów. A Pani jaka była jako dziecko?

Matkę trochę zatrważałam, bo upierałam się być samodzielna. Poza tym, im więcej dzieci mają pomysłów, tym lepiej - miałyby być tępe?

Evcia: Chroń nas Panie Boże przed tępymi dziećmi...

Słuszna uwaga, oczywiście - człowiek się naużera i skutku nie ma żadnego.

Isia: Czy nie jest Pani trocheę żal klimatu lat 60-tych? Przyznam, że wczesniejsze Pani książki bardziej są mi bliskie niż te nowe.

Oj, jeszcze jak mi żal! Oczywiście poza ustrojem...

maciej: Ma Pani jakieś słabości

Mnóstwo różnych. Ale teraz mi się nie chce ich wyliczać, okropnie długo by to trwało.

Evcia: Odziedziczenie "Wielkiego diamentu" zna Pani może z autopsji? ;)

Niezupełnie...

K8: Skąd wzieło się powiedzenie w Pani książce "facet wzrostu siedzącego psa"?

Siedzącego psa jako pierwsza wymyśliła jedna moja przyjaciółka, bardzo dawno temu.

Maciek: Ciekawi mnie również jak Pani wpadła na krowie wymiączko?

Nijak nie wpadłam, jest to autentyczna historia, która przytrafiła się mojej kuzynce w Cieszynie.

Poirot: Używane wobec Pani określenie: polska Agata Christie - cieszy Panią czy drażni?

Czy ja wiem? Nie drażni. A co do uciechy, to uważam, że jest nie w pełni trafne, a nawet całkiem nietrafne. Ona pisała o wiele porządniej.

kasiakk: Widuje sie Pani z Diabłem?

Przecież on już nie żyje.

rea1: Jaką najwiekszą sumę przegrała Pani na wyścigach albo w karty?

A nie wiem. Wiem, jaką wygrałam. W 1987 wygrałam na wyścigach 274 tysiące złotych, jedną triplą. Wtedy za jedno spotkanie autorskie płacono tysiąc.

Zulu: Ci wspaniali mężczyźni z Pani książek istnieją w rzeczywistości?

Bez wątpienia, przecież ja ich nie wymyślam -- oni są, a ja ich tylko -- w książkach - używam.

deTlef: Zawód architekta pomaga w tworzeniu konstrukcji powiesci? W. Łysiak też jest architektem!

Nie wiem, czy zawód -- wykształcenie na pewno. Jest dwukierunkowe -- architektura to zawód zarazem techniczny, jak i humanistyczny.

Eskarina: Wierzy Pani w Boga?

No pewnie!

axell: Nadal pisze pani na podarowanej kiedyś maszynie do pisania, czy jednak wygrał komputer?

W stu procentach wojnę ze mną wygrał komputer.

Rincewind: Zdarzyło się Pani dzięki poczuciu humoru wybrnąć obronną ręką z trudnej sytuacji? A jeśli tak, to z jakiej?

Ze 150 tysięcy mniej więcej.

Rincewind: Jak Pani sądzi, kim by Pani była, gdyby żyła w średniowieczu?

Sama jestem ciekawa... Pewnie wiedźmą.

Czerwona: Jaką ocenę miała pani z matury z polskiego?

Piątkę miałam, a co ja nieszczęśiwa miałam mieć?

Paulinka: Pani największa gafa? :)

Nie mogę sobie przypomnieć na poczekaniu. Albo może sobie przypomnę...: Miałam do załatwienia dwie bardzo ważne sprawy w biurze urbanistycznym Warszawy. Poszłam do dyrektora Panczakiewicza. W sekretariacie spytałam: "Przepraszam, czy jest dyrektor Czakiewicz?" Sekretarka na to: "PAN Czakiewicz". Na co ja powiedziałam: "Tak, pan dyrektor Czakiewicz!". I trzy dni operowałam tak tym dyrektorem Czakiewiczem po czym po wyściu stamtąd, w Alejach Ujazdowskich, uświadomiłam sobie, jak on się nazywa i dostałam takiego okropnego ataku śmiechu, że płacząc siedziałam na ławce i ludzie się za mną oglądali. "Kakij on Pan, piszą jemu Kracy" -- więcej tam nie poszłam i sprawy nie załatwiłam...

Atunia: Odwiedziła Pani kiedyś serwis www.chmielewska.art.pl?

Że co czy odwiedziłam? Aha, widziałam to, ale tylko rzuciłam okiem.

kasiakk: Ma Pani jakiegoś kolejnego amanta na oku o którym przeczytam w następnej książce?

Wymyślę jakiego.

Paulinka: Czego nie zjadłaby Pani za nic w świecie?

Mlecznej zupy!

Wrzos: Naprawdę ma Pani pecha do blondynów?

Oj już odczepmy się od tego mojego pecha, bo to już wiek nie ten.

lachipie: Jeździla Pani kiedys na słoniu?

Nie. I na wielbłądzie też nie.

K8: Jestem szczęśliwą włascicielką psa rasy ratlerek, czy Pani pies też był taki zjadliwy?

Ja miewałam różne psy i one też były różne.

Atunia: Nadal dokarmia Pani te koty na działkach czy już muszą sobie radzić same?

Koty dokarmiam wszędzie, gdzie się tylko na nie natknę!

ferment: Miała pani przepis na odżywkę do włosów może go pani przypomnieć?

Rycyna. Basssa: Bardzo żałuję że nie kontynuowała Pani pomysłu malego czarnego z dnem -- a może?

Chyba już temu świństwu teraz nie dam rady. Chociaż w zasadzie jest ciągle aktualne.

lachipie: Jest Pani łakoma?

Zależy na co.

Wrzos: Dlaczego udziela Pani tak mało wywiadów?

Bo mam co innego do roboty. I w kółko zadają mi te same pytania! : )

Paulinka: Zrobiłaby Pani sobie tatuaż? A może Pani już ma?

Musiałabym upaść na głowę.

K8: Jakim samochodem teraz Pani jeździ?

Toyotą Avensis.

maggie: Co się dzieje z Janeczką i Pawełkiem?

O mój Boże, już są całkiem dorośli.

axell: Jak ocenia Pani dzisiejszy stan wychodków w RP?

Znacznie się poprawił -- ku mojemu głębokiemu zadowoleniu. Wyraźnie widać, że był to symptom ustroju.

Chrabja: Czy wie Pani, że są ludzie, którzy skłonni są rozstac się ze swoim kontem ino za uscisk Pani dłoni? (to nie ja! ja miewam na koncie wyłącznie czarne dziury!)

Wolałabym, żeby załatwiali za mnie wszystkie sprawy administracyjne...

kkk: We Wrocławiu powstaje kolejna praca mgr na temat Pani książek?

Ludzie, ja nie mogę reszty życia poświęcić pracom magisterskim, i to na dodatek cudzym!

Gmytra: Czy przyjdzie moment, że powie sobie Pani -- "nie, więcej nie pisze żadnych książek!"?

Mówić sobie mogę, ale nic mi z tego nie przyjdzie.

Basssa: Jest jakaś szansa na autograf Autorki na zawodach w poławianiu bursztynu w Stegnie (patrz "Zlota mucha").

Nie ma takich zawodów...

Rincewind: Debaty parlamentarne bywają dla Pani inspiracją?

Nie słucham i nie oglądam -- wszystko ma swoje granice.

DuzaFoka: Nadal nachodzą Panią ataki wyobraźni (jak we "Wszyscy jesteśmy Podejrzani)?

Oczywiście!

Paulinka: Gdyba Pani miała zamienić się w zwierze, to w jakie?

W kota.

monia: Jak się Pani czuje "gadając" tu z nami?

Bardzo śmiesznie.

Anna: Dlaczego w kota?

Bo lubię koty!

ruda: Zmieniło się Pani uczucie do policji?

Nie, dlaczego! Nadal ich bardzo kocham i bardzo im współczuję.

DuzaFoka: Ja też ostatnio pokochałem policję :) Złapali złodziei, którzy się włamywali do mojej piwnicy :)

No proszę, jacy oni są użyteczni!

K8: Płaci Pani mandaty za szybką jazdę?

No... Raczej nie... Jakoś mi darowują.

Plum: Woli pani udzielać wywiadów "tradycyjnych" czy czatować?

Z dwojga złego wolę już tutaj siedzieć.

lachipie: Lubi pani ogladać seriale brazylijskie?

Mało nie zwariuję z zachwytu! : ) Żadnego nie widziałam i nie obejrzę z pewnością!

ruda: Czy "pech sylwestrowy" się już skończył?

Chyba trochę...

Ola: Zawsze miałam się spytać: Jak to jest z tą Alicja w "Krokodylu". Mowiła, żeby przyjść obejrzec jej zwłoki. Skąd wiedziała, że będzie zasztyletowana w serce? (kazała obejrzeć zwłoki, bo ma serce z prawej strony).

Proszę przeczytać książkę! : )

gucio: Jakiej muzyki Pani słucha?

Staroświeckiej

Paulinka: Najprzystojniejszy według Pani aktor to...?

Najprzystojniejszy tak naprawdę był lekarz, który ostatnio był u mnie. A poza tym to lubię Mela Gibsona.

Paulinka: Niejeden mężczyzna zazdrości temu lekarzowi :-)

Lekarz by mu chętnie mnie przekazał. Tak sądzę.

Fredrich: Z moim ojcem idziemy "śladami Chmielewskiej". Mieszka Pani na ul. Niepodległości?

Mieszkałam.

Paulinka: Pani ulubione radio?

Nie mam słucham.

lachipie: Czy pani pisze listy?

Nie!

Basssa: Możemy się spotkać wszyscy w Stegnie 27 sierpnia ?! Zawody w poławianiu bursztynów - rodzinnie!!!

Nie bywam w Stegnie tylko znacznie dalej. Za Krynią Morską.

Fredrich: Co sądzi Pani o Johnie Irvingu?

Nic.

Rincewind: Skąd się w Pani bierze to nieprawdopodobne poczucie humoru? Cecha wrodzona? Czy może rodzice czymś specjalnym Panią karmili?

Różnymi świństwami mnie karmili, ale cecha jest raczej wrodzona i dziedziczna.

zosia: Pani ulubiona zupa?

Kartoflanka z zacierkami.

lachipie: Pani ulubiony drink?

Piwo.

zosia: A drugie danie?

Jadam tylko jedno danie na jeden raz.

kwolana: Lubi Pani poznaniaków?

A dlaczego nie?

Wojtek: Lubi pani pizze?

Lubię, pod warunkiem, że dobrą.

Chrabja: Ile Pani pali dziennie?

Nie powiem.

lachipie: Woli pani sprzatac czy gotować?

Gotować Sprzątać w ogóle nie umiem...

Lino: Gra pani na jakimś instrumencie?

Jezus kochany, przecież mówiłam, że nie mam słuchu! Na niczym nie gram!

K8: Przeżyla Pani kiedyś podobną przygodę jak tą w " Romansie wszechczasów"? Tam było parę przygód... Coś tam się może przytrafiło.

Lino: Czyta pani wiersze?

Nie, nie czytam wierszy.

lachipie: Czy mogłaby Pani napisać parodię Pana Tadeusza?

Nie, nie chce mi się.

Fredrich: Napisze Pani kiedyś książkę pt "Przepis na pisarkę"?

Nie! W żadnym wypadku!

Xenna (tzn): Czy w Warszawie, w mieście, w którym panuje bardzo wysoka przestępczość, czuje się Pani jak "ryba w wodzie"?

W Nowym Jorku panuje podobno większa przestępczość, poza tym klimat jest gorszy, więc wolę Warszawę.

Chrabja: Intrygę w "Krokodylu..." i "Wszystko czerwone" komplikowała Pani dodatkowo czy ad hoc tak wyszło?

Zaraz obłędu dostanę... Skąd ja mam teraz pamiętać co mi się kiedyś samo komplikowało?

lachipie: Seks jest dla pani tabu?

Nie, dlaczego? Nie jest to też znowu szczyt mojego życiowego szczęścia.

Plum: to kiedy następny czat z Pania?

Mam nadzieję że nie tak prędko...

Będziemy tutaj tak siedzieć do rana? : )

lachipie: Grywa Pani w totolotka?

Nie.

kasza: Szybko się Pani irytuje?

Różnie.

kwolana: Wysłała Pani kartkę do papieża?

A dlaczego miałam wysyłać kartkę do papieża? Rzeczywiście, papież nie ma co robić, tylko kartki ode mnie czytać!

ruda: Jaki koń jest faworytem na najbliższych wyścigach w Warszawie? ;)))

Nie mam pojęcia.

Fredrich: co sądzi Pani o kobietach?

Różnie.

Kevin: Istnieje gdziś zaprojektowany przez Panią budynek?

Istnieje, ale lepiej się nie przyznawać...

Xenna (tzn): Pod jaką warszawską budowlę chętnie podłożyłaby Pani dynamit? ...pod większość!

lachipie: Pomoga Pani nowym pisarzom?

Nie.

Piotr: O czym będziemy mogli przeczytać w Pani następnej książce i czy długo będziemy na nią czekać?

O żarciu. Krótko.

organizator spotkania: Dziękujemy za wizytę w Wirtualnej Polsce Pani Joannie Chmielewskiej, Wam za wspaniałe pytania, do zobaczenia nad następną książką naszego dzisiejszego Gościa.

Serdeczne ucałowania!!!

 

Dobre, lecz jałowe

Email Drukuj PDF

Autentyczne głupoty

Minimal Bros: Skąd taka okrutna krucjata przeciwko obżarstwu w pani najnowszej powieści (Nie)boszczyk mąż?

Joanna Chmielewska: Tyle się namęczyłam, żeby się odchudzić, że bardzo nie lubię osób, które mi dają coś do jedzenia. Jestem nieszczęściem jako gość.

Minimal Bros: Jak pani reaguje w takim razie, kiedy ktoś pani podsuwa "Książkę poniekąd kucharską" do podpisania?

Joanna Chmielewska: Proszę bardzo. Żadnych obiekcji nie mam. Tam są rzeczywiście rozmaite głupoty poopisywane. W dodatku to wszystko autentyk!

Minimal Bros: Nie wydaje się pani, że jest w tym odrobina hipokryzji? Autorka takiej książki teraz namawia czytelników do rzucenia jedzenia...

Joanna Chmielewska: Czy ja wiem? Jak się pani będzie żywiła według mojej książki, to bardzo pani nie utyje.

Będę się znęcać...

Minimal Bros: Czy pisząc "Trudnego trupa" i "(Nie)boszczyka męża" wystarczająco sobie pani poużywała na prokuratorach, czy zamierza się pani jeszcze nad nimi poznęcać?

Joanna Chmielewska: Skąd, będę o wiele bardziej.

Minimal Bros: A myślała pani o tym, żeby może jeszcze kogoś pomęczyć?

Joanna Chmielewska: Sejm.

Minimal Bros: A kogo konkretnie?

Joanna Chmielewska: Wszystkich, absolutnie, od pierwszego do ostatniego. Szczególnie, że ja ich nie rozróżniam. Nie mogę ich obrazić personalnie, ponieważ nie pamiętam, jak się kto nazywa.

Minimal Bros: A co z warszawskimi wyścigami, którym wypowiedziała pani swego czasu wojnę?

Joanna Chmielewska: Nie wiem, nie mam czasu. Nie mieszczę się w dobie. Poza tym, powiedzmy sobie uczciwie, ja się starzeję. Nie mam już tyle siły, co w młodości i od czasu do czasu muszę odpocząć.

Minimal Bros: A tempo - dwie książki rocznie - nadal zamierza pani utrzymać?

Joanna Chmielewska: O ile zdążę i o ile nikt mi tego zajęcia z rąk nie wydrze... To jest po prostu moje ulubione zajęcie, jedno z moich licznych... hobbych (śmiech).

Dziewczyny do galopu!

Minimal Bros: Pojawiło się ostatnio niemało nowych pisarek, które chętnie tworzą prozę humorystyczną. Co pani o nich sądzi?

Joanna Chmielewska: Bardzo dobrze, bo, na litość boską, sama bym czasem chciała coś poczytać kogoś w tym rodzaju, a nie siebie. Niektóre z nich są sympatycznie napisane i bardzo mi się podobają. Proszę bardzo, niechżesz te dziewczyny ruszą do galopu. Może jakiś facet by się znalazł? No ale mężczyźni tak podupadli po tym równouprawnieniu, że ja nie wiem, czy można od nich czegoś wymagać...

Minimal Bros: Pani za to w okrutny sposób potraktowała niewiastę w swojej najnowszej książce (Nie)boszczyk mąż. To, jak pani opisała Malwinę, można już chyba określić mianem sadyzmu...

Joanna Chmielewska: Jest to konglomeracik malutki z trzech złożony.

Minimal Bros: Straszne... Zna pani takie "inteligentne" osoby?

Joanna Chmielewska: Straszne, owszem. Ale w rzeczywistości są chyba jeszcze gorsze.

Minimal Bros: Niesamowite. Ale w takim razie nie męczyła się chyba pani zbytnio, opisując taki przypadek z natury?

Joanna Chmielewska: Owszem, męczyłam się łagodząc ją. Męża zresztą też.

Bardzo dobry lecz jałowy reżyser

Minimal Bros: Kiedy będziemy mogli obejrzeć serial przygotowywany na podstawie powieści Trudny trup? Jego produkcję zapowiadała pani rok temu.

Joanna Chmielewska: Nic z tego serialu nie będzie i od razu powiem uczciwie, chociaż może Martusia się na mnie za to śmiertelnie obrazi: został popełniony okropny błąd. Myśmy naprawdę napisały tych kilka odcinków, ale został źle wybrany reżyser. Bardzo dobry reżyser, tylko później wyszło na jaw, że to człowiek wyjałowiony z poczucia humoru. I on usiłował z tego czegoś, co było w założeniu komediowe i mogło być komediowe, bo nawet sam scenariusz był zabawny, zrobił coś tak ponurego, że... No nie wiadomo, co on właściwie zrobił. Bez sensu! Treść nie pasuje do formy! Po trzech odcinkach kolaudacja uznała, że to jest nieoglądalne.

Minimal Bros: Marta Węgiel nie myślała o tym, żeby zająć się reżyserią osobiście?

Joanna Chmielewska: Cały czas obie o tym myślimy. Brakuje nam około 9 mln dolarów. Dla Marty to jest spore ryzyko, ponieważ ona siedzi w dokumencie, a musiałaby przekwalifikować się na filmy fabularne. Nikt ze sponsorów nie chce czegoś takiego zaryzykować, nie chce dać pieniędzy, żeby Marta wykonała taką pracę. Musiałybyśmy obydwie mieć te pieniądze, żeby sobie pozwolić na wyrzucenie ich przez okno.

Minimal Bros: O czym będzie następna ksiązka?

Joanna Chmielewska: Zapomniałam. Zaraz... Ja ją piszę... ale zapomniałam. No dobrze, ale nie wiem, czy ja to powiem... W zasadzie o pechu.

 

Bij, zabij

Email Drukuj PDF


Żyjemy w czasach niezmiernie interesujących. Mamy razem: Dziki Zachód amerykański, okres postrewolucyjny francuski i początki młodego kapitalizmu europejskiego. Cieszmy się, że nie spadła na nas zarazem inkwizycja i konkwista! Obywatel winny znajduje się w znacznie lepszej sytuacji od obywatela niewinnego i może kwiczeć z radości, co natrętnie podsuwa wniosek, że trzeba popełniać przestępstwa, bo dzięki temu będzie się miało rajskie życie.
Służę przykładami.
Istnieje u nas paragraf dotyczący zakresu obrony koniecznej. Włamuje się człowiekowi do mieszkania paru bandziorów, panią domu gwałcą, panu domu podrzynają gardziołko, mienie wynoszą, albo niszczą. O panu domu z poderżniętym gardziołkiem nie mówię, bo być może, traci szanse działania, ale gwałcona pani protestuje i w nieopanowanej obronie wydłubuje, na przykład, napastnikowi oczko. Gwałtu może i unika, ale za to primo, idzie siedzieć, secundo, do końca życia płaci chłopcu rentę inwalidzką, spowodowawszy trwałe uszkodzenie cielesne.
Przekroczyła bowiem granice obrony koniecznej, chłopiec bowiem oczka jej nie wydłubywał, chciał ją tylko zgwałcić. Zapewne w odwecie powinna zgwałcić jego i tylko do tego miała prawo.
Słynna była przed laty sprawa chłopaka, który pojechał sobie z dziewczyną pod namiot nad jezioro. Kilku młodzieńców, o ile pamiętam pięciu, postanowiło wziąć udział w sielance i zgwałcić dziewczynę. Chłopak zaprotestował. Jedyną broń, jaką dysponował, stanowił scyzoryk, dość duży, używany między innymi do krojenia chleba. Z owym scyzorykiem w ręku i rozpaczą w sercu wystąpił przeciwko bandziorom, mocno rozzuchwalonym z racji przewagi liczebnej. No i trzeba trafu, jeden bandzior, lekceważąc przeciwnika, nadział się na ów scyzoryk tak szczęśliwie, że w szpitalu nie zdołano go odratować. Zdechł. Chłopaka sąd usiłował skazać na karę śmierci, co spowodowało burzę w prasie zarazem nasuwając wniosek, że napadać i gwałcić wolno, co do obrony natomiast - trzeba się dobrze zastanowić.
Złodziej człowiekowi kradnie samochód. Świadomie używam liczby pojedynczej, w wypadku bowiem większej niż jeden liczby złodziei żadne przeciwdziałania nie wchodzą w rachubę - ludzie mają dość rozumu, żeby wyżej cenić życie niż mienie. Złodziej zatem kradnie, lub dewastuje, właściciel wypada z domu z orężem w ręku (może ma parasol, a może tłuczek do kartofli) i nie daj Boże, żeby temu złodziejowi złamał rękę lub nogę. Złodzieja chwyci Służba Zdrowia, a okradany pójdzie siedzieć i jeszcze zapłaci odszkodowanie. Z czego prosty wniosek: samochody należy kraść, nie zaś kupować.
Mieszkańcy Ursynowa, nie powiem dokładnie gdzie, żeby nie robić ludziom koło pióra, postanowili zabezpieczyć się we własnym zakresie i co noc trzech patrolowało parking. Rozłożyli pracę uczciwie, na człowieka wypadała jedna noc w miesiącu. Kolejna trójka natknęła się na złodziei. Sprali ich rzetelnie, po czym uciekli do domów i któraś żona dzwoniła do pogotowia, informując z troską, że tu jacyś pobili się i leżą, z okna ich widzi, więc może trzeba po nich przyjechać. Gdyby wyznali prawdę, też poszliby siedzieć.
Kolejna osobliwość daje się zauważyć w kwestiach, rzekłabym, finansowych. Człowiek niewinny w najlepszej wierze nabywa kradziony samochód, pojęcia nie mając, iż uczestniczy w procederze przestępczym. Samochód łapią, odbierają mu nie zwracając kosztów i niech sobie odbije straty na złodzieju własnym wysiłkiem. Zarazem wielki aferzysta, przygwożdżony, co się czasem zdarza, nie traci nic, ponieważ cały majątek przepisał na żonę, siostrę i szwagra. Dlaczego, do tysiąca piorunów, nie odbiera się ewidentnie kradzionego mienia żonie i szwagrowi? Obcy facet naprawdę mógł nie wiedzieć o kradzieży samochodu, żona i szwagier natomiast...
Praktyka wymiaru sprawiedliwości wali obuchem drobnego pokrzywdzonego, nie tyka zaś wielkich przestępców.
Prokuratury nie mają co robić. Stwierdziłam to, można powiedzieć naocznie. Byłam świadkiem złapania szajki złodziei samochodowych, młodych i lekkomyślnych, za to wytrwałych. Rąbnąwszy kolejnego mercedesa, z uciechy zdewastowali go i porzucili w lesie. Zostali doprowadzeni do prokuratora i w kwadrans później zwolnieni, dochodzenie zaś umorzono ze względu na... znikomą szkodliwość społeczną czynu. Nie jestem pewna, czy właściciel mercedesa byłby tego samego zdania. Zarazem ta sama prokuratura wytoczyła sprawę w dwóch następujących wypadkach:
Pierwszy: córka posiadająca prawo jazdy, wzięła samochód bez wiedzy ojca i wylądowała nim na drzewie, łamiąc sobie kość biodrową na drzewie. Jechała sama, nikogo innego nie uszkodziła. Tego rodzaju przestępstwo ściga się na wniosek poszkodowanego, ojciec żadnych pretensji nie zgłaszał i córki ścigać nie zamierzał, szczęśliwy, że w ogóle żyje. Nie szkodzi – prokurator założył już sprawę.
Drugi: dość skomplikowany medycznie, co mogłoby tłumaczyć idealny brak pojęcia prokuratora, o co tu w ogóle chodzi. Osobę prowadzącą samochód dotknął gwałtowny spadek cukru w organizmie, co wywołało pełną utratę świadomości. Samochód, bez wiedzy kierowcy, nie skręcił razem z szosą, tylko pojechał prosto i rąbnął w mur rozlewni wód gazowanych. Mur przetrzymał bezboleśnie, pasażerki wyszły bez szwanku, jedyne elementy poszkodowane, to samochód i jego kierowca. Rok mija od owej chwili, prokurator zaś zażarcie prowadzi sprawę, bo widocznie w swojej karierze nie zetknął się nigdy z żadnym poważniejszym przestępstwem.
Wiem to bezpośrednio od policji: złodziei, włamywaczy, bandziorów i rozmaitych mafiosów, znanych doskonale recydywistów doprowadza się do prokuratury, prokuratura zaś natychmiast ich zwalnia. Policja zatem przestaje doprowadzać i na widok popełnianego właśnie przestępstwa odwraca się tyłem.
Ostatnio dowiedziałam się o wydarzeniu wysoce umoralniającym. Czterech panów w eleganckiej restauracji nie wyraziło zgody na zapłacenie rachunku. Kelner poleciał do szefa, szef wezwał ochroniarza, ochroniarz grzecznie poprosił o spełnienie obowiązku. Jeden z panów na to zaprezentował mu swój stan posiadania: w jednej kieszeni kałasznikow, w drugiej nagan. Ruska mafia. Ochroniarz wycofał się z ukłonem i wyjaśnił szefowi, że chciałby jeszcze trochę pożyć.
No i tu się kłania Dziki Zachód. Rewolucji francuskiej nie będę się czepiać - kwestia wkracza bowiem w dziedzinę wielkiej polityki - ale Dzikiego Zachodu owszem. Wszyscy wiedzą, że w owych czasach przyzwoici ludzie sami wzięli w ręce wymiar sprawiedliwości i załatwiali sprawy bez miłosierdzia oraz radykalnie. Najzwyczajniej w świecie wymordowali bandziorów. Powinniśmy zrobić to samo.
Krzyk wielki się niesie aż do horyzontu na temat humanitaryzmu w stosunku do przestępców. Złagodzenie kar, likwidacja kary śmierci, luksusowe warunki w więzieniach, amnestie, resocjalizacje i inne dyrdymały, istny raj! A gdzie, pytam grzecznie ale z naciskiem, humanitaryzm w stosunku do ofiar?!
Tych panów przy restauracyjnym stoliku nie dotkniemy. Panowie za to bez najmniejszych skrupułów i bez żadnego wahania dotkną paru niewinnych, przyzwoitych ludzi. Z jakiej racji i jakim prawem skazujemy tych drugich na kalectwo, a może nawet na śmierć? Z jakiej racji i jakim prawem włamujący się bandzior ma mieć pełne poczucie bezpieczeństwa? Prawa powinien mieć człowiek we własnym domu, a nie wdzierający się do niego przestępca. Bez względu na to, jakie straty zdrowotne ów przestępca poniesie, broniący się we własnym domu człowiek nie może doznać żadnych przykrości. Nikt przestępcy nie kazał pchać się do niego – jeżeli się pcha, niech wie, co mu grozi. Niech wie, że ten napadany i okradany ma prawo nawet go zabić i nikt mu za to nie zrobi nic złego. Obecnie sytuacja jest odwrotna – napastnik doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ofiara będzie się czuła skrępowana przepisami prawnymi, nie zareaguje ostro w obawie represji karnych, on sam zaś represje karne ma w odwłoku. Prawo go chroni. Pytano mnie, czy jestem zwolenniczką wydawania pozwoleń na broń palną i posiadania tej broni przez społeczeństwo, majtając mi równocześnie przed oczami amerykańskim gangsterstwem prującym z pepeszy po rogach ulic. Majtanie nie zrobiło na mnie wrażenia. Tak, jestem zwolenniczką. Pomijam oczywiście tę drobnostkę, że przestępcze grupy społeczne, raczej obfite, dysponują bronią w pełnym zakresie, nie przejmując się kompletnie takim idiotyzmem, jak zezwolenia. Człowiek praworządny, potencjalna ofiara, nie poleci na bazar szukać kopyta - przestępca nie ma oporów, wszelkie gadanie zatem, jakby to było niedobrze, gdyby ludzie nosili spluwy w kieszeni jest kretyństwem bez granic. Noszą ci niewłaściwi.
Owszem, pewne ograniczenia istnieć powinny. Broń palną mógłby posiadać człowiek sprawdzony, uczciwy, normalny, nie histeryk, nie zboczeniec. W dodatku musiałby umieć z niej strzelać, przejść kurs i egzamin, jak na prawo jazdy, przy czym nie mam tu na myśli praw jazdy nabywanych za łapówki. Napastnika niekoniecznie trzeba całkiem zabijać - wystarczy go unieszkodliwić i broniący się człowiek powinien to umieć. A do tego jeszcze powinien mieć do tego prawo. Nie dość na tym, sytuacja w naszym kraju wytworzyła się raczej nietypowa i skomplikowana, a pomogła jej wschodnia granica. Żeby nie było nieporozumień, wyjaśniam, że po tamtej stronie mam przyjaciół i znam wielu normalnych ludzi – wcale nie twierdzę, jakoby cały naród popadł w szał mordowania. Ale do takich czterech panów w knajpie należałoby wezwać specjalny oddział policji, który by grzecznie poprosił „ruki w wierch”, zaś na widok niestosownych gestów zwyczajnie by popruł. No dobrze, padnie czterech bandytów. Proszę bardzo: kto chce, niech nad nimi płacze.
Temat, jako taki, jest przerażająco obszerny. Przestępczość szaleje na wszystkich poziomach, od prymitywnego złodzieja samochodowego i gnoja wyrywającego torebki z rąk starszym paniom poczynając, a na dostojnikach państwowych kończąc. Nie upieram się, że należy powystrzelać wszystkich, ale jakiś paragraf na nich należałoby znaleźć. Modyfikacja kodeksu karnego, w istniejącej sytuacji niezbędna, nie nastąpi, ponieważ musiałby się nią zająć Sejm. A Sejm się nie zajmie.
Plotka głosi, że posłowie biorą łapówki za to, że nie będą tykać kodeksu karnego. Proszę bardzo, Sejm, jako taki, może mnie zaskarżyć do sądu. Jestem pisarką – nie było jeszcze wypadku, żeby jakiegoś pisarza zaskarżyło prawo ustawodawcze jego własnego kraju, miałabym reklamę jak stąd, do Australii. Być może jako świadek obrony wystąpiłby poseł, który ten temat poruszył, i spotkałby się z kamiennym milczeniem całej sali. Jego głupkowate wystąpienie uznano za niebyłe. Generalnie rzecz biorąc domagam się humanitaryzmu w stosunku nie do przestępców, tylko do ofiar. Poszanowania własności prywatnej, niejednokrotnie zdobytej ciężkim wysiłkiem. Dbałości o zdrowie, życie i godność normalnych, uczciwych ludzi. Praw dla tych ludzi, praw do obrony!
Niech raz wreszcie przestępca się dowie, że jego ofiara może się bronić, bez żadnych ograniczeń! Że człowiek ewidentnie skrzywdzony może dochodzić swojej krzywdy na dowolnej drodze! Niech ten już nie powiem jaki przestępca przestanie czuć się bezpieczny, niech, do wszystkich szatanów, zacznie się bać! Ależ tak, uprawnienia dla władzy wykonawczej też są niezbędne - dosyć tego kretyństwa, żeby bandyta mógł zastrzelić policjanta, a policjant miał prawo działać metodą łagodnej perswazji. Przecież w końcu przestaniemy mieć stróżów i krzyk „ratunku, policja!” stanie się wołaniem kota na puszczy. Opamiętajmy się! Tak, kary za pomyłki ze strony policji - w porządku, czystka w szeregach. Łapać bandziorów, a nie laborantów ze szpitala na przykład. A także czystka w prokuraturze...
Dopóki przestępca nie zacznie bać się swojej ofiary, dopóty wymiar sprawiedliwości w tym kraju możemy sobie na kołku powiesić...



 

Zapis czatu

Email Drukuj PDF

jadziulka: WITAMY!!!
pumex: Witamy :)
betka: Witamy!

JChmielewska: Bardzo mi przyjemnie

mackan: Witam serdecznie Pania Joanne i uczestnikow Chatu

JChmielewska: No to jazda, możecie pytać

Legs81: Kiedy ukaże się nowa książka?
revolver: Kiedy ukaże się Pani Dzieło życia?

JChmielewska: Nie wiem, spytajcie Julitę

hefalumpy: czy pani teraz pali??
Bartek_Dubiz: Wspominała Pani o "dziele swojego życia"; na jakim jest ono etapie ??

JChmielewska: Witam, to ja, Julita. Już; odpowiadam. Nowa powieść pani Joanny ukaże się na przełomie stycznia i lutego. Ale wcześniej będzie niespodzianka. Na święta wydamy wywiad -rzekę z panią Joanną.

JChmielewska: Co mam odpowiadać, a, już wiem, owszem, pale w kominku. A bo co?

jadziulka: Czy ukaże się psychobiografia? Bo słyszeliśmy coś na ten temat...

JChmielewska: Podobno tak, ale to nie moje.

finetka: Czy będzie tom 6 autobiografii?

JChmielewska: Stanowczo tak, chociaż nie zaraz

EwelinaP: Chciałabym zapytać o Roberta Górskiego? Czy ta postać jest wzorowana na kimś z rzeczywistości? Wspomina Pani w Babskim motywie o "minionych etyczo-uczuciowo-zawodowych komplikacjach", a nie znalazłam nic takiego w żadnej wcześniejszej książce i to mi spać nie daje...

JChmielewska: Górski jest w kolejnej książce, mniej więcej.

BASIEK: Witam Pani Joanno. Wiem, jak nie lubi Pani internetowej rzeczywistosci... czy jest wiec szansa na spotkanie z wiernymi fanami, którzy na Pani oficjalnej stronie spotykaja sie od wielu miesiecy, ktorych lektura Pani ksiazek polaczyla?

JChmielewska: Akurat mam czas na internetowe rzeczywistości, wolałabym grać w brydża i też nie mam chwili wolnej.

kormia: być może już ktoś pytał, a ja weszłam dopiero teraz... Czy będzie Pani na Targach Książki w Krakowie?

JChmielewska: Nie. Gdzie indziej.
swistak: Przepraszam, jeżeli już było, czy nie zamierza Pani reaktywować postaci Janeczki i Pawełka, Tereski, Okretki?

JChmielewska: Bardzo bym chciała, ale to już historia, oni mieliby teraz po 40 lat.

finetka: Czy pani Joanna ogląda współczesne polskie seriale kryminalne (Fal zbrodni, W11...)? Jeżeli tak, to co o nich sądzi?

JChmielewska: Nie wiem, co sądzę, bo wpadają mi w oko kawałki. Które mi się podoba.
Ankara: A co z książką o której ostatnio krążyły plotki? Tą humorystyczną encyklopedią historii??

JChmielewska: Bardzo długo będę pisała i nie wiem, czy zdążę, zanim umrę. Na emeryturze ma się strasznie mało czasu.

revolver: Jakie byly Pani wrazenia z uroczystosci odbioru Krzyza Oficerskiego Odrodzenia Polski? Przyjela go Pani od Leszka Millera...

JChmielewska: Wcale nie. Millera, na szczęście, nie było. Od prezydenta Kwasniewskiego, a strasznie dumna była moja wnuczka Monika oraz jej narzeczony.

betka: Jakim autem Pani jexdzi?

JChmielewska: Volvo.

Zuza: Skoro Terska i Okrętka to już za starzy bohaterowie to czy istnieje szansa aby powstała książka dla tej grupy wiekowej lub nawet młodszej o tej tematyce? Tak jak Wielkie zasługi czy Nawiedzony dom?

JChmielewska: Nie wiem. Chętnie napisałabym wszystko, ale nie nadążam.

BASIEK: Rozumiem, ze woli Pani grac w brydza :) Jednak odnioslam wrazenie, ze pisze Pani dla nas, czytelnikow. I moze spotkanie z prawdziwymi wielbicielami Pani ksiazek byloby milym doswiadczeniem. Obiecalibysmy nie pytac o rzeczy, ktore Pania denerwuja...

JChmielewska: Kocham czytekników, ale tylko mi jeszcze spotkań brakuje. Opamietajcie się, jedną reką pisać, a drugą gadać z ludźmi?!

jadziulka: A nie myślała Pani o zestawieniu wszystkich tych ważniejszych postaci w jendej książce, np wszyscy sie spotykają na wakacjach i rozwiązują mega sprawe kryminalną??

JChmielewska: No pewnie, że myślałam.

Ankara: A czy Martusia wzięła się do roboty nad jakimś filmem? Z Pani książki oczywiście...

JChmielewska: Na razie ma operację kolana i do roboty się nie nadaje.

revolver: Pani ulubione wino, ostatnio?

JChmielewska: Różne czerwone, wytrawne, łagodne.
Aggie9: Pani Joanno, jak to się dzieje, że pani tak strasznie kopci i tak rewelacynie wyglada?! przecież palenie niby urodzie szkodzi... z naciskiem na NIBY.... ;)

JChmielewska: Bo ja zaczęłam jak miałam 30 lat.

Legs81: Ile lat mają teraz Pani wnuczki?

JChmielewska: Pomiędzy 22 a 25.

MJC: Czy to Pani decyzja z nowych wydań książki Wszystko czerwone zniknął kapitalny Spis osób żywych, martwych i poszkodowanych? Czemu?

JChmielewska: Tak, ale to był błąd. Myślałam, że to niepotrzebne. Bardzo przepraszam.

betka: Czy Pani MA wpływ na dobór obsady aktorów do filmów na podstawie Pani książek?

JChmielewska: Nie powiem co mam, bo sie nie będę wyrażać.

finetka: Gdyby doszło do ekranizacji Lesia kogo by pani widziala w roli tytulowej?

JChmielewska: Zamachowski. Przedtem był; Kobiela, ale na niego już za późno.

jadziulka: Czemu nie można dostac autobiografii w księgarniach? wszedzie wysprzedane a zamówic nie da rady!! Chętnie wydarłabym brakujące tomy...:(

JChmielewska: Julita.Wisi nad nami szósty tom... Myślę że to będzie okazja do wznowienia poprzednich.

kwasiapa: Coś będzie ekranizowane w najbliższym czasie?

JChmielewska: Mam nadzieję, że nie.

Legs81: Czy doczekamy się tłumaczeń Pani książek na język angielski?

JChmielewska: A skąd ja mam to wiedzieć

MJC: Pani Joanno!Po pierwsze: chyle czolo przed Pani twórczością!Po drugie: co się dzieje z Janka, Donatem, Krzysztofem? Wrócila Pani do tej starej przyjaźni?

JChmielewska: Jakoś prosperują.

Bartek_Dubiz: Czy zamierza Pani wziąć udział w wyborach prezydenckich ?

JChmielewska: Wyjątkowo tak.

revolver: Kaczynski czy Tusk?

JChmielewska: A gdybym chciła na Korwin-Mikkego, to co?

finetka: Jak się pani podobało w programie Europa da się lubić?
JChmielewska: Bardzo było przyjemnie, ale podobno wycięli najładniejsze sceny. Może obejrzę.

revolver: Pani sposob - taki najskuteczniejszy, poza zrobieniem znanej listy - na chandre? taka prawdziwa...

JChmielewska: Zrobić coś, co się lubi.

abc: Czy może Pani podać tytuł najnowszej książki?

JChmielewska: Krętka Blada.

Ela: O czym ona będzie?

JChmielewska: O Górskim.

Legs81: Wybiera się Pani nad morze tej jesieni, albo wiosny? Na bursztyn oczywiście

JChmielewska: Lada chwila jadę. Na coś, co się nazywa kuracją.

BASIEK: Pani Joanno, Pani dewiza: jak nie drzwiami, to oknem. Raz na rok spotkac sie z nami w miejscu dogodnym dla Pani...

JChmielewska: A raz na dwa lata nie można?

betka: Czy będzie gdzieś w jakiejś książce coś o Lesiu??

JChmielewska: A skąd ja mam to wiedzieć?

ania56: Czy planuje Pani wydanie choc czesci ksiazek w formie glosowej - np. czytane przez Piotra Fronczewskiego nabralyby calkiem niepowtarzalnego nowego blasku...

JChmielewska: Nie wiem, czego by nabrały, ale nienawidziłam czytania na głos, więc będę się opiaerała wszelkimi siłami.

BASIEK: Czy ma Pani mozliwosc wydania w formie glosowej czytanego onegdaj przez kwiatkowska Lesia? To bylo niezapomniane!

JChmielewska: Przed chwilą napisałam co o tym myślę.

Dzierzka: Nie kusi Pani znowu jakas powieść sf ? Male z dnem nie wyszło ale Garwolin był niesamowity!

JChmielewska: Mam zaczęte chyba z pięć, możliwe, że napisze szóstą. To niezależne ode mnie.

kormia: skoro Targi Książki w Krakowie odpadają jako okazja do spotkania, to może II festiwal literatury Kryminalnej, który ma być pod koniec listopada?

JChmielewska: Mowy nie ma. Koniec listopada będę miała trudny.

BASIEK: Czy to deklaracja? Wolelibysmy raz na rok, ale lepsze raz na dwa lata niz nic. Ale w realu :)

JChmielewska: O mój Boże, jestem optymistką, wyobrażam sobie, że nadejdzie taki spokojny, nudny tydzień...

vril: a wlasnie - pani rzeczywiscie z tymi pagajami do wody wchodzi?
julina: czy mogła by pani polecić jakieś dzieła na temat połowu bursztynu? Albo samej napisac o tym poradnik. Tak jak Pani to potrafi...

JChmielewska: Tyle o tym napisałam, że chyba więcej nie potrzeba, a co do lektur, nie mam pojęcia. Znam to z autopsji. A, głupio kopią nielegalnie, sama widziałam połamany i zniszczony kretyńskim kopaniem.

Legs81: Czy Pan Tadeusz długo musiał Panią namawiać na tę Psychobiografię?

JChmielewska: Dwa lata.

MJC: Czy po wydaniu autobiografii zglosily sie do Pani jakies osobz z dawnych lat? Kto, o ile w ogole?

JChmielewska: Kilka, teraz nie napisz kto, nie tajemnica, ale zajełoby z trzy czwarte strony.

BASIEK: Bardzo dziekuje za Wielki Diament, Najstarsza Prawnuczke, Przekleta bariere - cudownie pokazane dawniejsze czasy, czyta sie z zapartym tchem! Bedzie jeszcze w tym klimacie?

JChmielewska: Ja też takie lubię, z przyjemnością bym napisała. W upojeniu!

Legs81: Oprócz Ewy chcial ktoś wytoczyc sprawę sądową?

JChmielewska: Zdaje się, że tak, ale dawno i już nie pamiętam, kto.

betka: Który kraj podobał sie Pani ze względu na ludzi, który krajobrazowo?

JChmielewska: Ludzie mniej więcej jednakowo, raczej sympatyczni wszyscy, a może akurat na takich trafiałam. Krajobrazowo Francja i Sycylia.

Bartek_Dubiz: Czy nadal blondyni mącą w Pani życiu?

JChmielewska: A kysz!

jadziulka: czy odpisuje Pani na listy czytelników?

JChmielewska: Całkiem przestałam. Wolę telefon.

Legs81: Czemu zgodziła się Pani na wystąpić w Europa da się... Przecież pani tak nie lubi wystąpi w w tv?

JChmielewska: Bo miałam nadzieję zareklamować Pafnucego.

Al: Który z przejawów obecnej kultury popularnej wydaje się Pani znośny? Nie muzyka, nie telewizja, może kino?

JChmielewska: We wszystkich są; sympatyczne kawałki. A co do muzyki, to nie wiem, co macie na myśli. To rąbane?

marioka: A ja chcę podziękować za Wyścigi, na tych książkach nauczyłam się w prosty sposób obstawiać gonitwy..ale neie wygrałam.
Legs81: Podobno od roku nie bywa Pani na Wyścigach - skończyła Pani z tą rozrywką?

JChmielewska: Wcale nie skończyłam, bywam różnie, ale NIE MAM CZASU. Albo siły.

BASIEK: Jak sie miewaja Pani koci pupile? Wsrod nas mnostwo milosnikow miauczacych stworow...

JChmielewska: Ostatnio czekało na żarcie 5 czarnych. Te w innych kolorach siedziły gdzies z boku. Jedno w domu.

Dzierzka: Czy dostała Pani listy, które przekazalismy na ręce Pana Tadeusza? Niejednokrotnie z polemikami do poszczególnych dzieł.

JChmielewska: Nawet miałam zamiar dać mu tekst do odpowiedzi małpią pocztą, ale zdążyłam napisać jedno zdanie. O, właśnie! Prosba, żeby mnie nie traktować tak wściekle poważnie.

jadziulka: Czy z Pani rodziny wszyscy czytają Pani książki?A moze ktoś stroni od Pani lektur (w co wątpie)?

JChmielewska: Zdaje się, że mój starszy syn niechętnie bierze się za dzieła rozrywkowe w moim wykonaniu. Reszta chyba czyta.

BASIEK: Szkoda, ze adres Pani latwiej zdobyc niz numer... Jaka jest Pani ulubiona potrawa (oprocz gesi :) )

JChmielewska: Kartoflanka z zacierkami.
JChmielewska: i ostrygi.

Legs81: Przeciwko babom jest dość kontrowersyjna, wierzy Pani we wszystko, co tam napisała?

JChmielewska: Przecież nie będę pisać przeciwko sobie!

Al: Jak do tej pory podoba się Pani ta forma rozmowy z czytelnikami (bo rozumiem, że to Pani pierwszy chat)?

JChmielewska: Nie. Trzeci. Wpędzili mnie dwa razy do radia. Pisać na mszynie umiem. Może być

Aggie9: Jak się Pani odnosi do powieści pisanych przez skażonych przez Panią czytelników?! do wglądu na http://forum.gazeta.pl/forum/71">http://forum.gazeta.pl/forum/71

JChmielewska: A co kto napisał?

mackan: (czytelnicy pisza, takie fanfiction)

JChmielewska: Chyba tego nie czytałam.

Legs81: Ostatnio dużo Pani książek konczy się ślubem bohaterów - taki urodzaj na małżeństwa w Pani otoczeniu?

JChmielewska: Coś z nimi przecież trzeba zrobić!

kwasiapa: jest szansa na jescze jakiś poradnik?

JChmielewska: Też nie wiem. Zależ od natchnienia albo czegokolwiek innego.

MJC: Pani Joanno,no niech sie Pani ze mna umowi na jakies wino i papieorsa? co Pani szkodzi umowic sie z mlodym bykiem? to jak, kiedy?

JChmielewska: Nie tak zaraz. Najpierw muszę wrócic zewsząd.

Dzierzka: Pani Joanno, jesli to mozliwe, to chętnie poczytalibysmy Pani odpowiedzi na nasze listy (te przekazane przez Pana Tadeusza). Także "małpią pocztą".

JChmielewska: Nie używam małpiej poczty!

mackan: (moze byc slimacza poczta ;-) )

JChmielewska: Właśnie jest.

Legs81: Nie musi Pani używać małpiej poczty :) Pani napisze na komputerze i przekaże panu Tadeuszowi :)

JChmielewska: A czy ja nie mam co robić? Z panem Tadeuszem mogę się porozumiewać gebą, a nie na piśmie.

Aggie9: jak Pani traktuje takie medium jak internet? Czy wie Pani jak o niej głośno?

JChmielewska: Odmawiam zgody na Internet. Co moje, to moje, ja nie komunistka.

Legs81: Martusia w Pani książkach to taki "trzpiot" za przeproszeniem. Z Jej książki o Pani jednak wychodzi zrównoważona kobieta, jak ją Pani widzi?

JChmielewska: Ona w kratkę. I jedno i drugie. Samodzielna wariatka, z mnóstwem wad, ale ja ją wyjątkowo lubię.

Bartek_Dubiz: Czy jest pani świadoma, że wiele Pani wyrażeń (np. nie do poznania, tylko do Bydgoszczy) przeszło do codziennego języka Pani czytelników ?

JChmielewska: Ze wszystkich książek coś wchodzi od lat. Bardzo dobrze, mnie sie moje podobają.

Dagcia: Czy rzeczywiście Pani dokładnie wszystko zapisuje w kalendarzykach i są one dla Pani takim dobrym wspomagaczem pamięci?

JChmielewska: Teraz już nie, bo zapisuje po karteczkach, ale kiedyś rzeczywiście.

Al_wiedzma: Marzyła Pani kiedyś o pisaniu i to się udało. Czy spełniła Pani jeszcze jakieś swoje marzenia?

JChmielewska: Tak. Zeszłam ze schodów.

Ankara: Czy zobaczymy jeszcze w jakiejś książce majora Bieżana?

JChmielewska: No właśnie w tej najnowszej, co dopiero będzie.

Legs81: Nieukrywam, że z nowszych książek najbardziej podobały mi się Kocie worki, będzie jeszcze książka o Alicji?

JChmielewska: Nie wiem, chociaż Alicja uparcie przysparza mi natchnienia.

Al_wiedzma: Jak wygląda Pani "typowy" dzień? Wstaje Pani o 10ej, NIE je śniadania, karmi koty...

JChmielewska: Nonsens. Wstaję o siódmej, a jak się da, to wcześniej, bo mi szkoda czasu. Piję herbatkę, karmię koty i siadam do komputera. A potem już mi trują.

Ela: Czy planuje Pani jakieś spotkania z fanami na Pomorzu zachodnim?

JChmielewska: Chyba nie, Zamierzam być w całkiem innej stronie świata.

EwelinaP: Prosze zdradzić coś więcej o najnowszej książce, Bieżan, Górski...co jeszcze?

JChmielewska: Oraz Krętka Blada.

bumbecki: a Bumbecki bedzie???

JChmielewska: Nawet gdybym chciała, nie umiem. O czym piszę, takie kretyńskie pytanie zadawano mi mnóstwo razy i, jak Boga kocham, nie umiałam odpowiedzieć!

Legs81: A cóż to ta Krętka Blada? To imię i nazwisko?

JChmielewska: Imię i nazwisko.

mackan: Czy podobaja sie Pani okladki Pani ksiazek? Czy ma Pani wplyw na ich postac?
Legs81: Pani Joanno, z przykrością musimy stwierdzić, że nie podobają się nam okładki Pani książek - ma Pani na to wpływ?

JChmielewska: Nie powiem.

Al_wiedzma: A jakie strony świata Panią pociągają? O Danii, Francji, Holandii, Algierii już czytaliśmy. Czy przeczytamy o Hiszpanii, Grecji, Chinach?

JChmielewska: Jeżeli tam pojadę, z pewnością. Ale na Chiny raczej nie należy liczyć.

finetka: Czy akcja nowej książki rozgrywa się w Warszawie czy tez jeszcze w innych miejscach?

JChmielewska: W Warszawie.

EwelinaP: czy naprawdę w czasie drudiego powrotu z Danii z pracy uciekł Pani pociąg w Berlinie?? Moja mama w to nie wierzy...

JChmielewska: Przecież czegos takiego nie zdołałabym wymyślić!

KLARCIA:Co Pani sądzi o "Kodzie Leonarda da Vinci"?
mackan: (uwaga konczymy CHAT, ostatnie pytanie)

JChmielewska: Bardzo mi sie pdobał, chociaż mam zastrzeżenia, kwestia poglądów i upodobań. Poza tym głodna jestem i wszystkim przesyłam serdeczne pozdrowienia!

Legs81: Dziękujemy Pani bardzo za tę rozmowę!
Lechosia: Dziękuję Pani za to spotkanie. Z utęsknieniem czekam na kolejne powieści.
BASIEK: Przekazujemy serdeczne podziekowania za spotkanie... i czekamy na nastepne w realu
mackan: dziekujemy bardzo Pani Joannie za cenny czas i odpowiedzi na nasze pytania
Bartek_Dubiz: Wszystkiego dobrego :)
Dzierzka: Dziekujemy i smacznego :)

JChmielewska: Ucałowania!


 


Strona 9 z 11

Zaloguj się

Reklama
Ubuntu.pl
Reklama
Reklama

chmielewska.jpg

Cytaty

Chciała we mnie wmówić berło Kazimierza Jagiellończyka

Większy kawałek świata

Osoby online

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości