Wydawało mi się, że Alicji, która tyle razy była dla mnie źródłem inspiracji, jakiś hołd się ode mnie należy. Przypadkiem "Kocie worki" okazały się moją 50. książką.
Pół setki tytułów na koncie, obchodzone w tym roku 40-lecie pracy twórczej... Jak reaguje Pani na okrągłe liczby i związane z nimi jubileusze?
Niespecjalnie staram się o takie podsumowania, zwłaszcza że stale gubię się w liczbie książek. W końcu musiałam je spisać i okazało się, że dobiłam do pięćdziesięciu. Kiedy doliczyli się tego inni, zaczęło się celebrowanie. Czasami dość uciążliwe, innym razem przyjemne. Zwłaszcza dla moich najbliższych. Uroczystością, która ucieszyła moją 21-letnią wnuczkę Monikę, było wręczenie mi przez prezydenta odznaczenia (Krzyża Oficerskiego Odrodzenia Polski - przyp. JGZ). Specjalnie z tej okazji przyleciała z narzeczonym z Kanady. Mile mnie tym zaskoczyła. A ja cieszyłam się, że dziecko ma uciechę.
Z myślą o kim pisze Pani książki? Czy czytelnicy sprzed lat bardzo różnią się od współczesnych?
To są wciąż tacy sami ludzie. Cały przekrój społeczny - przez wszystkie możliwe poziomy wykształcenia, zamożności, różnorodne miejsca zamieszkania i wiek. Mam zarówno bardzo młodych odbiorców, jak i starszych ode mnie. Nie piszę dla konkretnych osób. Jeśli mnie coś bawi, chętnie się tym dzielę - obojętnie gdzie to będzie: w ogonku po świąteczne karpie, na spotkaniu naukowców czy w tłumie, jaki niezmiennie towarzyszy targom w Pałacu Kultury.










