POD PRZEDWOJENNĄ KOŁDERKĄKotki musiały wyczuć nie tylko ciek, ale i dobre serce właścicielki, bo przychodzą tu nawet ze swoimi dziećmi. Najpierw pojawiła się czarna kotka z trójką małych. Potem szara, która podrzuciła swoje potomstwo tej czarnej i zniknęła. - Dałam im przedwojenną kołderkę i zaczęły sypiać na tarasie - opowiada Joanna Chmielewska. Następna była łaciata, czarno-biała, też z dziećmi. Tylko ona łasi się do nóg i żąda głaskania. Reszta umyka spod ręki. Raz na noc nie zamknęłam drzwi na taras i o poranku zastałam w pracowni czarną kupkę śpiącą na fotelu. Chciałam to wziąć na ręce, ale kocięta uciekły w dzikiej panice. Przy okazji przyozdobiły pól domu śladami swojego przerażenia. Następnego dnia pisarka zastała dwa kotki śpiące na tapczanie. - Nie miałabym nic przeciwko temu pod warunkiem, że dałyby nauczyć się porządku. Ale, aby to osiągnąć, kot musi być udomowiony, przyzwyczajony do człowieka. Musi pozwolić się złapać i wepchnąć do kuwety.
KOT MA PANA W NOSIE
Ponieważ nic z tego nie wyszło, pisarka postanowiła spróbować innego rozwiązania. Zamknęła drzwi do pracowni i sypialni. - Po chwili pod drzwiami usiadła czarna kotka, awanturując się, żeby ją wpuścić do środka. Wyraźnie domagała się, abym to ja zamieszkała w ogrodzie, a ona w domu. Nie wyraziłam zgody Teraz koty wchodzą do domu, kiedy chcą, ale żyją na swobodzie, po swojemu. Nie mam psa, ale nie ze względu na koty, tylko dlatego, że pies jest zwierzęciem zbyt uczuciowym. Kot to egoista, robi co chce i swojego pana ma w nosie. Pies obdarza człowieka uczuciem i pragnie, aby je odwzajemniać, a mnie już na to nie stać.
Przez całe życie miałam do czynienia z psami i kotami. Dlatego mogę porównać ich stosunek do człowieka. Koty kochają, ale też chcą mieć człowieka dla siebie. Mają przy tym szczególną właściwość. Jeśli człowieka coś boli, kot kładzie się na chorym miejscu i zazwyczaj to pomaga, przynosi ulgę.
PIES PRZEBACZA WSZYSTKO
Kot ma za to swoje wymagania. Kotka mojej przyjaciółki musi być zawsze powiadamiana o zamiarach pani, np. o jej późnym powrocie do domu. Jeśli pani znika z oczu bez słowa i wraca po wielu godzinach, robi jej tysiące złośliwości z zabarykadowaniem drzwi włącznie. Kiedyś wyciągnęła z szafy w przedpokoju wszystko, czego zdołała dosięgnąć, tak że nie dawało się otworzyć drzwi. Bardzo długo była obrażona.

A pies przebacza wszystko i na widok ukochanego pana nawet po dwóch latach wybucha szczęściem. Inna moja przyjaciółka, dziennikarka z krakowskiej telewizji, ma psa, który po trudnym dzieciństwie chodzi za nią jak przylepiony. Nosa od jej łydki nie odrywa. Jeździ z nią wszędzie. Będąc u mnie, oczywiście z psem, musiała wyjść na spotkanie. Pies został i stanął w przedpokoju niczym posąg, wpatrzony w drzwi. Zdołałam mu wyjaśnić, że pani wróci, ale nie za chwilę, tylko za parę godzin, zgodził się więc położyć. Kwadrans przed jej powrotem poderwało go. Już wiedział, że pani jedzie.
CO MÓWIĄ ZWIERZĘTA
Joanna Chmielewska pamięta, że podobnie było, gdy jej dzieci wyjechały na dwa tygodnie i zostawiły psa pod jej opieką. - Cały wieczór tłumaczyłam mu, żeby nie wychodził na balkon na każdy warkot samochodu, bo to jeszcze za wcześnie. Suczka zrozumiała, ale ostatnią noc spędziła, tupiąc po całym domu. Dzięki temu wiedziałam, że dzieci już jadą.
Zdaniem pisarki, psy rozumieją ludzki język, to człowiek jest ograniczony i nie pojmuje, co zwierzę do niego mówi. Jest jeszcze inny powód, dla którego Joanna Chmielewska nie chce mieć psa, chociaż znajomi wciąż ją na to namawiają. - Często wyjeżdżam. Nie chcę unieszczęśliwiać stworzenia. Zabieranie psa z sobą zazwyczaj jest wykluczone, a wyraz zrozpaczonych oczu jest czymś, czego nie chcę więcej doświadczać. Naoglądałam się tego dosyć i mam serce połamane na drobne kawałki.
SERCE W KAWAŁKACH
Miałam kiedyś taką przygodę nad morzem. Gospodarze sprowadzili pieska od suki rybaka. Leżę sobie w pokoju i siyszę, że jakieś parszywe dzieciaki obdzierają psa ze skóry. "Tak to brzmiało. Lecę jak oszalała na dół, i cóż się okazuje. We wnęce, na słoneczku, siedzi szczeniaczek i straszliwie rozpacza. Pies z kulawą nogą krzywdy mu nie robi. A on widać poczuł się strasznie osamotniony. Skutek był taki, że całe dnie spędzałam w garażu z pieskiem. Siedziałam na stołeczku i czytałam książkę. A szczeniak był szczęśliwy, że nie jest sam, i leżał pod tym stołkiem, który chyba przypominał mu budę.
Kiedy po dwóch miesiącach wyjeżdżałam, szczeniak zaczai już przypominać wilka. Wyleciał na drogę, patrzył mi w oczy i chciał ze mną jechać. Nie patrzyłam przed siebie, tylko w lusterko samochodu i serce szarpało mi się w drobne kawałki.










