Nie chcę. Nie będę powtarzać, dlaczego piszę kryminały. Wyjaśniłam to w "Autobiografii". Po prostu je lubię. Bardzo dużo ich czytam, nie tylko profesjonalnie, ale przede wszystkim dla przyjemności.
Jakich autorów lubi Pani najbardziej?
Czytam wszystko jak leci. Uwielbiam książki Agathy Christie, których mam komplet. A poza tym nie ma sensu mówić o konkretnych autorach. Czego dopadnę, to czytam. Mam tego olbrzymią ilość.
A kryminały Słomczyńskiego?
Bardzo sympatyczne. Kiedyś były prawie jedynymi kryminałami na naszym rynku. Bardzo się przyjemnie czytały i były bardzo dobrze napisane. Ale to, jak wiadomo, nie była zasadnicza rzecz w życiu Słomczyńskiego. On się zresztą sam przyznał, że napisał tych kilka kryminałów, żeby zarobić trochę pieniędzy, a przez cały czas siedział nad tłumaczeniem "Ulissesa". Ja wolę jego kryminały.
Zdominowała Pani polski rynek swoimi książkami. Inni autorzy piszą niezmiernie rzadko...
Inni kryminaliści nie piszą i nie mam pojęcia dlaczego. Jestem z tego bardzo niezadowolona, ponieważ ja chciałabym czytać, a nie tylko pisać. Mam straszne zmartwienie z Heleną Sekułą, która ma po prostu niezbyt szczęśliwe nazwisko. Kojarzona była wielokrotnie z Ireneuszem Sekułą, z którym nie ma nic wspólnego. Wydawcy najzwyczajniej w świecie bali się wydawać ją ze względu na nazwisko. Tymczasem ostatnie jej książki: "Demon z bagiennego boru", "Barrakuda" i "Siedem domów Kuny" były znakomicie napisane. I ja strasznie chciałam, żeby one dalej wychodziły.
Kogo jeszcze pani poleca?
Jerzy Bożkowski jeszcze pisał. Ale jego nie mam się o co czepiać, ponieważ po pierwsze była to kobieta, a po drugie umarła. Kilku naszych autorów było naprawdę doskonałych. Może to nie byli rasowi kryminaliści, mogli to być dziennikarze, ale nikt już z nich nie pisze. Anna Kłodzińska, która pracowała w Życiu Warszawy, pisała bardzo dobre i sympatyczne kryminały. Były promilicyjne, ale ja zawsze kochałam milicję, więc proszę uprzejmie. Nie wiem, dlaczego ci autorzy nie piszą. Są wśród nich ludzie, którzy znali najrozmaitsze kryminalne tajemnice minionego ustroju nieporównywalnie lepiej ode mnie. A było parę takich ładnych wypadków, które mogły zainspirować. Chociażby sprawa napadu na bank przy ulicy Jasnej w Warszawie. Opisała go Sekuła, naturalnie wszystko bardzo ładnie zmieniając. Wiadomo, że nie ci, tylko inni, i tak dalej. Byli ludzie, którzy doskonale znali te sprawy, mieli dostęp do najrozmaitszych tajemnic. Na ich bazie niechby nawet i pisali kryminały o tamtych czasach. Przecież każdy z przyjemnością przeczytałby sobie, jakie go okropne świństwa otaczały.
Brała Pani kiedyś udział w prawdziwym śledztwie?
Niestety niezbyt porządnie. Zawsze miałam jakieś kontakty z milicją czy policją. Dostałam kiedyś zezwolenie na uczestniczenie w takich sprawach, ale nie trafiłam na żaden interesujący przypadek.
Co roku wydaje Pani książkę, a czasem nawet dwie. Wynika to z dużej potrzeby pisania czy z presji rynku wydawniczego ?
Ja mam zły charakter. Jeśli coś mi nie sprawia przyjemności, to tego nie robię. Nawet gdybym się bardzo starała, to nic z tego. Przeciwnie, nerwicy dostanę. Jeśli piszę, to dlatego, że sprawia mi to przyjemność.
Oprócz kryminałów zdarzają się Pani nieco inne książki, jak choćby "Pafnucy".
Nie. To także kryminał, i to niedoceniony. Pomijając oczywiście zasadniczy element ekologiczny: ochronę środowiska i ochronę zwierząt, "Pafnucy" to kryminał. Wszystkie siedem opowiadań zawiera w sobie albo jakąś tajemnicę, albo sensację.
Czy to prawda, że zaczęła go Pani pisać kilka lat temu w listach do wnuczki?
Tak. Najpierw to były listy. Teraz to jest cała książka. Ponieważ jest absolutnie nieosiągalna, wydawnictwo chce ją wznowić w tym roku w siedmiu oddzielnych częściach i w większym formacie.
Czy pracuje Pani nad jakimś nowym kryminałem?
Naturalnie, ja zawsze coś piszę. Ale nic nie powiem, bo zauroczę. Wolę najpierw skończyć.
Czy będzie to również saga rodzinna z zagadką kryminalną, jak przedstawiona w Pani ostatniej książce "Harpie"?
Nie. W kryminale, który piszę, leży już piąty trup.
Czy ma Pani jakieś niespełnione marzenie, jeżeli chodzi o kryminały?
Chciałam napisać kryminał science fiction. Nie udało mi się jednak tego zrobić. Pisać mogę tylko o tym, co znam, o czym wiem bardzo dużo. Moim zdaniem ktoś powinien napisać kilka kryminałów na temat naszych wschodnich sąsiadów. Ja tego nie zrobię, bo się boję tam jechać.
Chętnie opisuje Pani w swoich książkach gry hazardowe.
Z przyjemnością piszę i uprawiam hazard. Jest to taka sama przyjemność jak każda inna. Jedna osoba maniacko uprawia działkę czy hoduje rybki, a druga gra w najrozmaitsze gry. Są tacy, co szału dostają na punkcie rybek. To jest namiętność. Ostatnio jednak bardzo rzadko chodzę na Służewiec. W tej chwili odnawiają fotele w loży dyrekcji i najzwyczajniej w świecie zrobiło się niewygodnie. Więc teraz tam nie chodzę, mimo że konie nie przestały dla mnie być przedmiotem upodobania. Ilekroć jestem w Danii, pcham się jak szalona do Charlottenlund, bo tam jak było, tak jest, i nic się nie zmienia. A u nas zmieniło mi się na nieprzyjemniej.
Jaka książka zrobiła na Pani ostatnio największe wrażenie?
Nie wiem. Nic sobie nie przypominam takiego szczególnego. Akurat czytam tych parę książek Agathy Christie, które jeszcze mi umknęły. Jednej, zatytułowanej "Karaibska tajemnica", nie mogę dopaść za skarby świata. Jest parę takich nie wznawianych pozycji, których szukam, np. Rossa McDonalda "Kto popełnił zbrodnię". Przecież to jest przeuroczy kryminał. Pewnie, że trochę staroświecki, międzywojenny. Odkupowałam go sobie dwa razy z antykwariatu. Był w strzępach, bez ostatniej strony. No i znów mi zginął, oczywiście. Bo to przecież ktoś weźmie i wyniesie. Nie wiem, może sama pożyczam w przypływie jakiejś głupoty ? No są jeszcze "Wakacje" Jerzego Putramenta - jedyna książka tego autora, która, można powiedzieć, godzi człowieka z jego istnieniem. Ona jest kompletnie do Putramenta niepodobna. Oczywiście lata 50, z fenomenalnie uchwyconą atmosferą. Rzecz jest napisana z ogromnym humorem. "Wakacje" powinny być lekturą szkolną. Był też taki przedwojenny kryminał, który czytałam w dzieciństwie - "Wbrew oczywistości" Livingstona. Z przyjemnością bym to przeczytała powtórnie, dla sprawdzenia, jak to odbieram jako osoba dorosła.










