Joanna Chmielewska Zone

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Wywiady Chmielewska o Christie

Chmielewska o Christie

Email Drukuj PDF

Istny cud, że autobiografia Agaty Christie ukazała się u nas później, niż wyszła moja, ponieważ w życiu nie ośmieliłabym się tej mojej opublikować, żeby nie zostać posądzona o ordynarny plagiat! Na szczęście (dla mnie osobiście) moja poszła już w naród, kiedy z zachwytem i zarazem przerażeniem czytałam jej zwierzenia.
Jako element najściślej łączący Wielką Pisarkę ze mną występuje mleko. Ona nienawidziła zapachu gotowanego mleka, ja na ten czarowny aromat reaguję odruchem wymiotnym. Była zresztą w lepszej sytuacji niż ja, musiała wąchać produkt tylko dla jednego dziecka, ja zaś dla sztuk dwóch. Z racji także warunków finansowych przeżyłam cięższe chwile. Ponadto dostrzegam w sobie jeszcze kilka elementów wspólnych nam obu, a mianowicie:
  • Zdecydowaną niechęć do czytania cudzych maszynopisów.
  • Kompletną niemożność dyktowania tworzonych właśnie tekstów. Wypisz wymaluj, gubię się już przy pierwszym zdaniu, identycznie jak Agata.
  • Rozwód, odpracowany nader podobnie. Tyle że mnie się, niestety, zniknąć nie udało.
  • Upodobanie do morza.
  • Negatywny stosunek do występów publicznych, zarówno osobiście, jak i przez wszelkie media. Też jestem zdania, że pisarz pracuje przy klawiaturze do pisania, a nie z gębą w kamerze.
  • Oraz, wnioskując z jednego jej zdania, stanowczy opór przeciwko woni czosnku.

    Być może wszystkie wyżej wymienione cechy powodują, że człowiek pisze kryminały?

    Rozum, nie uczucie

    Mnóstwo razy już przed laty straszona byłam mianem polskiej Agaty Christie, co z jednej strony stanowiło niezasłużony zaszczyt, a z drugiej drobną pomyłkę. Sama nie byłam pewna, co z tym fantem robić - cieszyć się, wstydzić, oburzać czy gwałtownie protestować. Głupi charakter powoduje, że wciąż nienawidzę przypisywania mi cudzych zasług i cudzych błędów, jednakowo awanturuję się za plus i za minus, wypraszam sobie posądzanie mnie zarówno o boskość, jak i o zbrodnię. Prawdopodobnie po prostu lubię sprawiedliwość.

    Gdzie mi w ogóle do Agaty Christie! W intrydze kryminalnej do pięt jej nie sięgam, do połowy zelówek! Ona naprawdę starała się rzetelnie o konsekwentne działanie obu stron - przestępcy i detektywa - potrafiła zadbać o szczegóły, drobiazgowo, krok po kroku obmyślić drogę śledztwa, w dodatku opisać ją tak, żeby w żadnym miejscu nie była nudna. Umiała ukryć sprawcę czynu prawie do końca i ujawnić go logicznie. Kierowała się rozumem, nie zaś uczuciem, aczkolwiek w pełni spełniała warunek niezbędny dla poczytnej książki - prezentowała bohaterów sympatycznych, których trzeba było lubić, kochać, zaprzyjaźniać się z nimi i dobrze im życzyć. Nie ma u niej utworu, gdzie wszystkie postacie czytelnikowi byłyby obojętne, a nawet zgoła niemiłe, co często się przytrafia w rozmaitych gatunkach literatury.

    Od początku różniłam się od niej tym właśnie elementem zasadniczym, intrygą kryminalną, możliwe że traktowaną przeze mnie nieco po macoszemu, nad czym bolałam i boleję głęboko. Też bym chciała tak jak Agata wypieki i dreszcze wywoływać w dramatycznej atmosferze, kawałek po kawałku odkrywając sedno zagadki, ale zdaje się, że nie za dobrze mi to wychodzi. Za dużo wszystkiego okazuje się śmieszne i w miejsce dreszczy powoduje chichoty. Ona była genialna, a ja może i też, proszę bardzo, ale chyba trochę inaczej i nie w tę stronę, co trzeba.

    Nazywa się to "niedościgły ideał".

    Nikt jej nie zmuszał

    Nigdy nie zamierzałam pisać pod Agatę Christie, abstrahując od możliwości i uzdolnień. Chciałam ją czytać, a nie tworzyć. Pisać zaś chciałam po swojemu, co nawet trudno nazwać chceniem, bo zapewne inaczej bym nie potrafiła. O, bądźmy szczerzy, wyrzućmy "bym", rzeczywiście nie potrafiłam, dzięki czemu wszystkie moje pisma urzędowe z konieczności wysyłane do rozmaitych instytucji stanowiły tam lekturę albo niezrozumiałą, albo rozrywkową.

    Zresztą dobrze, mogę się przyznać do jeszcze innych niezamierzonych podobieństw. Agata pisała w zasadzie utwory kameralne, nie zajmując się wielką polityką i przestępczością ogólnoświatową. Nawet w czasie wojny napisała takie książki, jak "Noc w bibliotece", "Godzina zero", "Zatrute pióro", równocześnie z kryminałem szpiegowskim "M czy N". Nikt jej nie zmuszał, pisała je niejako dla siebie, dla własnej przyjemności, z czego wynika, że wolała człowieka, prywatne układy, wzajemne stosunki uczuciowe niż potężne działania zgrozę budzące i zmierzające do zniweczenia wszechświata, a jak się nie da wszechświata, to chociaż życia na Ziemi. Stanowi to dla mnie wielką pociechę, ponieważ mam dokładnie takie same upodobania: polityki nie cierpię, znam się na niej jak kura na pieprzu i bezwzględnie wolę to coś, co nie zmieniło się od zarania dziejów, mianowicie naturę ludzką. O naturze ludzkiej mam pojęcie całkiem niezłe.

    Na początku kariery Agata Christie dała się oszukać wydawcom. Ja również, i nawet nie wiem, która z nas bardziej, z tym że ja głupiej, bo nie na początku kariery, tylko w środku. Agata Christie pisarka to była dla niej jakaś druga osoba, a nie ona sama gdzieś tam, wewnątrz siebie. Zgadza się, mam to samo, Joanna Chmielewska to wcale nie ja, tylko szalenie męcząca facetka, niekiedy irytująca, istna kłoda pod nogami dla tej mnie, wewnątrz siebie. I Agata ma rację, pomysły przychodzą człowiekowi do głowy nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy, w okolicznościach nie do przewidzenia.

    Łatwość czytania Agaty Christie bierze się z jej łatwości pisania. Pisała dla własnej przyjemności, rozumiem to doskonale, robię to samo. Męczyła się chwilami potępieńczo, zanim jej się udało złapać tekst, błąkała się po domu, gryząc siebie i otoczenie, potem już leciało samo. Też rozumiem - snułam się po mieszkaniu dwie godziny, bo zabrakło mi słowa. Znalazłam i poszło.

    Może stąd wzięło się to przerażające porównanie - polska Agata Christie ?

    Różnic pomiędzy nią, królową kryminału, klasykiem gatunku a mną, autorką sensacji humorystycznej, mianowanej niekiedy realizmem humorystycznym, jest chyba znacznie więcej.

    Genialna, bez dwóch zdań

    Zazdroszczę jej. Urodziła się w cudownej epoce fin de siecle'u, w ustabilizowanej, bezpiecznej Anglii, w atmosferze dobrobytu i praworządności, potem, po krótkiej przerwie I wojny światowej, żyła w radosnym dwudziestoleciu międzywojennym, mogła chłonąć obyczaje tępiące surowo wysoce naganną kradzież pieska, nie mówiąc już o usunięciu z tego padołu biednej i głupkowatej podkuchennej. Ja zaś, nieszczęsna, odpracowałam w dzieciństwie II wojnę, zagładę miasta, okupację, a później lata imponująco załganego ustroju, w którym człowiek jako jednostka całkowicie przestał się liczyć. Jej było łatwiej. Nie tylko żyć, także pisać.

    A owszem, idiotyzmów na podorędziu miałam znacznie więcej, poczucie humoru mnie nie opuściło i stąd niewątpliwie przymiotnik "humorystyczne". Ale jeśli alternatywą pętli na szyi albo skoku przez barierkę mostu był śmiech ?

    Agata obmyślała wszystko od deski do deski i dopiero potem zaczynała pisać. Ja nie. Mam początek, koniec (albo środek) gotowy, reszty brakuje. I do tego gotowego kawałka ją tworzę, do przodu i do tyłu. Agata była lepsza, to widać gołym okiem.

    Była muzykalna. Mnie po uszach przeleciało stado słoni. Nie umiała rysować, nie widziała obrazu. Ja myślę wyłącznie obrazami, najpierw widzę, potem mogę ubrać to w słowa. Nie miała za sobą normalnego, szkolnego wykształcenia, musiała poprzestać na lekturze. Ja odpracowałam wszystko, ze studiami na politechnice włącznie. A i tak jestem zdania, że nie ma nic lepszego, jak czytać, czytać, czytać!

    Nigdy nie chciała używać w książkach osób rzeczywistych, swoich bohaterów wolała wymyślać od A do Z. Ja wolę ludzi prawdziwych, zawsze się boję, że ten wymyślony okaże się niewiarygodny i nie do przyjęcia, stąd komplikacje z licznym gronem przyjaciół, znajomych i obcych, i naprawdę się dziwię, że nikt dotychczas nie zaskarżył mnie do sądu. Za tych wymyślonych podziwiam ją bez granic i też jej zazdroszczę.

    W zasadzie Agata oparła się na zbrodni. Aprobuję w pełni, zbrodnia jest to wydarzenie najbardziej emocjonujące ze wszystkich możliwych, żadne tam zdrady, oszustwa, kradzieże nie dorównują jej możliwościami. Mimo to osobiście chciałam się oprzeć na zagadce jako takiej i wciąż usiłuję zrealizować swoje chęci, ale nic nie poradzę, ten trup sam się pcha i pod rękę podłazi, w żaden sposób nie mogę się go pozbyć. W dodatku cała reszta, szukanie sprawcy, u Agaty zasadnicza treść utworu, u mnie leży martwym bykiem, kogo obchodzi, trup się u nas ściele gęsto, a dochodzenie jest wściekle kosztowne, gorzej, znaleziony sprawca po paru godzinach spędzonych w prokuraturze radośnie wybiega na wolność i nikt się go nie czepia. Agata pisała na bazie realnego, istniejącego, porządnego wymiaru sprawiedliwości, ja, ofiara historii, piszę w burdelu na czynnym wulkanie.

    Ciekawe swoją drogą, jak ta genialna pisarka dałaby sobie z tym radę? Bo że była genialna, nie ma dwóch zdań.

    Też bym tak chciała

    Potwornie dawno temu, w czasach dla współczesnej młodzieży równie historycznych jak dla mnie powstanie styczniowe, w dzieciństwie, we wstępie do jakiegoś przedwojennego kryminału przeczytałam do dziś zapamiętaną uwagę na temat atrakcyjności tego rodzaju utworu. Nie zdołam zacytować, podam, jak pamiętam. "Nie jest trudno - pisał autor wstępu - wzbudzić zainteresowanie, rozwodząc się o białych ramionach i piersiach kobiecych. Znacznie trudniej jest, wyrzekając się tych opisów, zaciekawić czytelnika samą zbrodnią i dochodzeniem do sprawcy".

    Musiałam już wtedy mieć zbrodnicze skłonności, bo w pełni zgodziłam się z autorem owego wstępu. I nigdy nie zmieniłam zdania.

    Tylko pozornie odbiegłam od tematu. Otóż Agata Christie w wyuzdane romanse się nie wdaje, żadne seksy jej nie brużdżą, nie ma u niej detalicznych opisów łączenia się dwóch zasadniczych płci, nie ma krwawych szczegółów wydzierania ofierze wątpi z brzucha i języka z gęby, żadne upiorne wizje nikomu snu z oczu nie spędzą, a jednak! Czytana jest nawet przez zwolenników krwawych masakr, wyuzdań seksualnych i zboczeń wszelkich. To, co zaprezentowała, co dała czytelnikom, jest łagodne, roztkliwiające niekiedy, spokojne, wręcz pogodne, bawi, a zarazem intryguje, interesuje. Zachęca do myślenia ? Oto właśnie wielka sztuka, zbrodnia leci za zbrodnią, a utwór pozostaje pogodny i zgoła kojący.

    Trudno wprawdzie tych ostatnich określeń użyć w stosunku do wznawianych właśnie "Dziesięciu Murzynków" wychodzących pod tytułem "I nie było już nikogo". Fakt, pasują do Szekspira, "i tylko sufler został żywy", ale do tytułów szczęścia nie mają. W oryginale było "Dziesięciu małych Indian", w tłumaczeniu na polski język kolejne dwie zmiany, ponadto jest to jedyna książka bez happy endu, za to pasjonująca i zaspokajająca najbardziej wygórowane poczucie sprawiedliwości. Być może nawet wysoce dla nas pouczająca.

    Ale również na samym końcu czytelnikowi przyjemnie. W jakiś tajemniczy sposób po straszliwej scenerii, po nawałnicy, wichrze, ulewie i rozszalałym morzu Agata pozostawia wrażenie słońca i spokoju. Wywoławszy dzikie dreszcze i wypieki, mimo wszystko w rezultacie sprawia ulgę.

    Do dziś aktualna. Ponadczasowa. Wygrywa z obyczajami, z trendem, z reklamą, ze wszystkim. I wniosek z tego zgoła wystrzela. Po prostu ona zajmuje się naturą ludzką. A nawet najgorszy zwyrodnialec, zboczeniec, sadysta, okrutnik, psychopata, ogólnie mówiąc - idiota uparcie zalicza się do rodzaju ludzkiego.

    Też bym tak chciała Nie mam na myśli, żeby być wszystkim co powyżej (szczególnie nie podoba mi się idiota), tylko też bym chciała tak pisać.
  • Komentarze (0)
    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

    !joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved."

     
    Reklama
    Reklama
    Ubuntu.pl
    Reklama

    chmielewska.jpg

    Cytaty

    – Kurza ich parszywa, nie dojona, w galaktykę kopana, z wiaderkiem węgla kolczastym drutem przez most Poniatowskiego w te i nazad ganiana, zardzewiała morda! – ogłosił Zygmunt w przestrzeń

    Ślepe szczęście