"Co najmniej przez kilka miesięcy szukałam trupa".
Tak zaczyna się najnowsza powieść Joanny Chmielewskiej "Trudny trup", która ukazała się 14 marca. Nad tytułem autorka nie zastanawiała się zbyt długo: "Ten Trudny trup sam się rzucił na mnie. Nie wymyśliłam tego tytułu, on mi wyszedł z książki. Naprawdę" - zapewnia Chmielewska.
Trup jest niewątpliwie kłopotliwy, bo nie dość, że ruchliwy, to jeszcze musi być koniecznie powiązany z telewizją, dla której Joanna z Martusią piszą scenariusz serialu kryminalnego.
Gęba w kamerze
- Telewizji chyba za bardzo Pani nie lubi. Dołożyła jej Pani w najnowszej powieści okrutnie.
JCh: Ja myślę! Teraz tego Wielkiego Brata zamiast Milionerów puszczają i ja ich mam lubić?
- Dostało się też od Pani telewizji publicznej...
JCh: Tak, mam z nimi na pieńku w pewnym stopniu.
<
- Współpraca qię nie układa?
JCh: Nie, nie, kiedyś owszem, na początku kontaktów nie układała się rzeczywiście. Telewizja przywykła do tego, że każdy marzy o tym, żeby, za przeproszeniem, wetknąć gębę w kamerę i objawić się na ekranie. Ci wszyscy ludzie, zdaniem telewizji, powinni na czworakach się przeczołgać z Żoliborza na Mokotów, a potem tam koczować przez trzy dni. I nie przyszło im do głowy, że mogą istnieć takie wyjątki jak ja. Ja nie chcę być oglądana. Mnie na tym wcale nie zależy, ja się sobie nie podobam. Nie jestem od występów.
- I nie pracuje Pani obecnie nad żadnym scenariuszem?
JCh: Jeszcze jak pracuję! Ohoho! Przecież Trudny trup to jest ? można powiedzieć -- dokładny opis pracy nad scenariuszem, który w tej chwili powstaje. Pierwsze odcinki będą kręcone w maju, jak sądzę.
- Powieść ma nietypowe dla Pani kryminałów zakończenie. Przebija z niego ogromna gorycz i rozżalenie...
JCh: Ponieważ scenariusz z Martusią (jedna z głównych postaci w powieści, a w rzeczywistości reżyser, dokumetalistka) zaczęłyśmy pisać znacznie wcześniej niż ja tę książkę. Ileż to już czasu! W ubiegłym roku już były umowy gotowe do podpisania, już były pewne rzeczy ustalone! Poświęciłam temu co najmniej pół roku, jeśli nie trzy kwartały, nie pisząc czegoś innego.
Tylko to, a na dodatek na temat w pewnym stopniu mi obcy, bo o telewizji. Ja bebechów telewizyjnych nie znam. Naprawdę chciałam się tam zatrudnić na dwa -- trzy tygodnie jako sprzątaczka. Wyrzuciliby mnie pewnie wcześniej, jak sądzę, ale zawsze bym się w czymś tam zorientowała. No i po tych wszystkich wysiłkach nastąpiły jakieś takie perturbacje wewnętrzno-telewizyjne, od których Marta Węgiel dostała amoku, piany na ustach itd. Ja w mniejszym stopniu, bo nie ja w tym uczestniczyłam, tylko ona, i w rezultacie jakieś takie to się zrobiło i dziwne, i nieprzyjemne, i skierowane przeciwko autorowi, generalnie, nie mnie, w ogóle -- co ten autor powinien: schody im zamiatać, przypochlebiać się, dawać łapówki... Ale komu? Jeśli chodzi o te osoby, które znam osobiście z telewizji, to w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że mogą brać łapówki! No przecież nie będę ludzi obrażać! Zrobiło się to dla mnie nieprzyjemnie niezrozumiałe.
Marta się na tym wszystkim zna, zorientowała się, co należy zrobić, jak -- powiedzmy -- zmienić sposób perswazji czy postępowania. W rezultacie uparła się, doprowadziła do podpisania kosztorysu i ma to być kręcone. Ale czy będzie, czy nie, tego nie wiem, ponieważ widocznie muszę miewać jasnowidzenia. Pierwsze zdanie z Trudnego trupa okazało się nagle rzeczywistością. Nie dalej jak przedwczoraj Martusia do mnie zadzwoniła i powiedziała "słuchaj, ja cię nie chcę martwić, ale ty tego trupa musisz mi dać wcześniej". No proszę bardzo, on był zaplanowany na później, a teraz ja go mam jej dać w trzecim odcinku. To co ja mam zrobić, przepraszam grzecznie? Czy to nie jest trudna instytucja, ta telewizja?
- Poderżną mi gardło! -
czyli plany krytykowania błądzących...
- Dlaczego zmieniła Pani wydawnictwo? Najnowsza powieść "Trudny trup" została opublikowana przez oficynę Kobra, a do niedawna Pani książki ukazywały się w wydawnictwie Vers, które było rodzinnym biznesem.
JCh: Ponieważ zamierzam pisać coraz to bardziej jadowite utwory, uznałyśmy, że ta nazwa będzie słuszniejsza.
- Już "Trudny trup" ostrożnie pluje jadem. Nie tylko telewizja zostaje zmieszana z błotem i zamieszana w morderstwa i inne groźne przestępstwa. Siedliskiem zła okazuje się w najnowszej powieści także, a może przede wszystkim, prokuratura...
JCh: Mnie policjanci płaczą w kamizelkę. Nawet niekoniecznie w kuloodporną. Kiedyś znałam dość dobrze środowisko prokuratorskie. Orientuję się mniej więcej, jak tam to wszystko wygląda, natomiast wielokrotnie policjanci, i to w różnych miejscach Polski, pytają: -- Proszę pani, co ja mam zrobić? Przecież ja ich wszystkich znam i doprowadziłem do prokuratora. A on wyrzucił za drzwi mnie, a ich zwolnił? --
To jest taka kwintesencja tego wszystkiego, co oni mówią. -- Proszę pani, przecież my doskonale wiemy, kto ukradł pani całą tę elektronikę. Mamy numery, mamy odciski palców, mamy wszystko, a prokuratura oddaliła zarzuty z braku dowodów?
Proszę uprzejmie, jeden przykładzik: ponieważ to, że on miał mój telewizor czy komputer i jego odciski palców były na dwóch szafach, w tym na szkle i na bibliotece, bardzo czytelne. No to zaraz, chwileczkę, on ten komputer znalazł koło śmietnika. Tak sobie stał. Pomyślał więc: a może on dobry. No i wziął go sobie, bo jakby co, to zreperuje. A te odciski palców? A nie, bo on tam był w całkiem innym celu, on tam kolegi szukał i zobaczył drzwi uchylone, i tak się przestraszył, że może tam jaka osoba leży, trup albo ciężko chora, więc wszedł popatrzeć, tak z dobrego serca. A że macał wszystkie szyby? A to może w nerwach albo co. To nie dowody!
Policja ma to wszystko zgromadzone. A ja będę pisała książkę, po której ktoś mi na pewno poderżnie gardło, zostanę zastrzelona, będę miała wypadek samochodowy, ponieważ się przejadę po prokuratorach. A za dużo wiem na temat tego zawodu i możliwości postępowania, żebym miała nie być niebezpieczna dla otoczenia. (śmiech)
Więc jeżeli książka wyjdzie, to mi poderżną gardło!
Znajomi-mordercy.
Nie tylko prokuratorzy mogą dybać na życie Pani Joanny. W sumie solidnie na to zapracowała.
- Ponownie umieściła Pani w swojej powieści Anitę. To realna postać, istnieje też poza Pani książkami. Nie miała nigdy do Pani pretensji o to, że wcześniej (w powieści Wszystko czerwone) wsadziła ją Pani do więzienia?
JCh: Ależ skąd, ona sama zdecydowała, że woli być zbrodniarką niż ofiarą. I to jej się bardzo podobało.
- Rozumiem, że w Trudnym trupie jest to Anita, która już odsiedziała wyrok?
JCh: Anita, która dosiedziała wyrok, bo jak przecież pamiętamy (albo nie) z Wszystkiego czerwonego, ona postanowiła robić za wariatkę uleczalną, no więc szybko to poszło.
- Nie boi się Pani, że w końcu któryś ze znajomych Panią zamorduje za
umieszczenie go przez Panią w kryminale?
JCh: Ja lubię realia. Jestem w gruncie rzeczy reportażystką i bardzo łatwo mi się tworzy fikcję na bazie czegoś konkretnego. Najłatwiej jest trochę przerobić swoich znajomych, przyjaciół... Z tym, że z reguły oni są uprzedzani wcześniej i zgadzają się na to. Jeśli ktoś kategorycznie protestuje, to mu daję spokój. Chyba, że jest to mój wróg. (śmiech)
Piwna Chmielewska
- W "Trudnym trupie" leje się straszliwie dużo piwa. Wręcz hektolitry. Pojawiły się podejrzenia, że to Pani protest przeciwko ustawie o zakazie reklamy alkoholu.
JCh: Po pierwsze jestem absolutnie przeciwna, ponieważ to ciągle jeszcze jest reminiscencja traktowania ludzi jak niedorozwinięte bydło. Jesteśmy dorośli, jesteśmy za siebie odpowiedzialni, idziemy do więzienia jeżeli się wygłupimy jakimś przestępstwem, płacimy mandaty na szosie, kiedy jedziemy za szybko. Przepraszam bardzo, albo jesteśmy ubezwłasnowolnieni, niedorozwinięci i nie trzeba nam nawet prawa jazdy dawać! Albo trzeba nam pozwolić... Mało -- pozwolić, zmusić nas do życia odpowiedzialnego. I tu jest to samo. Jestem absolutnie przeciwna tego rodzaju zakazom.
Natomiast w kwestii piwa, to po prostu byłyśmy z Martą Węgiel u Alicji, znanej powszechnie z książek, i tam piłyśmy piwo. I tak nam już zostało w całej książce. Marta powiedziała -- słuchaj, nie wygłupiaj się, alkoholiczki jesteśmy? Ja mówię -- nie szkodzi, skończę książkę i scenariusz i przestaniemy być alkoholiczki! (śmiech)
- Pojawiło się również przypuszczenie, że może to piwo jest od CHMIELewskiej...
JCh: Od tego chmielu? To mi do głowy wprawdzie nie przyszło, ale bądź co bądź jest to najłagodniejszy rodzaj napoju, jakiego można używać.
- A co z hazardem, wyścigami i grą w kasynie? W "Trudnym trupie", jak w wielu powieściach Pani Joanny, nie brakuje szybkich skoków do kasyna. Niestety, w życiu jest ich coraz mniej -- tu brakuje czasu. Lub możliwości zakopania topora wojennego.
JCh: Z wyścigami, jak wiadomo, wdałam się w ciężką wojnę, więc tam przez dwa lata nie bywałam, tylko się znęcałam nad nimi. Byłam także w wielkiej wojnie (jestem nadal!) z Agencją Rolną Skarbu Państwa, która zrobiła wyścigom kolosalną szkodę, moim zdaniem. Natomiast w kasynie po prostu nie mam kiedy być! Przecież mnie nie ma w Polsce właściwie więcej niż pół roku, a jak jestem, to jednak piszę. Poza tym schody zniechęcają mnie do wychodzenia z domu. Ale... tam gdzie jadę w lecie, to one są, te kasyna. I konie są... (rozmarzenie)
Jestem kryminalistka!
- Od paru lat wydaje Pani po dwie książki rocznie. Jak Pani sądzi, ile czasu uda się utrzymać takie tempo. Czy nadal zamierza Pani wydawać książki tak często? A może częściej?
JCh: Nie wiem, ponieważ mam w tej chwili kilka pomysłów, które chciałabym jeszcze zrealizować. To wszystko zależy od wielu czynników, m.in. od samopoczucia, dlatego się usiłuję z całej siły leczyć. Dlatego siedzę nie w Warszawie, tylko poza, gdyż pobyt w innym klimacie doskonale mi robi. To są problemy krążeniowe, sercowe i tym podobne inne, które wymagają pewnej pieczołowitości. Natomiast oczywista sprawa, że jeżdżę z laptopem i pracuję, ale niewygodnie mi z nim, bo drukarka jest taka beznadziejna, że bardzo wolno drukuje i nie widzę własnego tekstu.
- A zagląda Pani czasem do Internetu?
JCh: Nie, broń Panie Boże, ja nie mogę mieć internetu w komputerze.
- Dlaczego?
JCh: W każdej chwili mi ktoś może wejść. Jakbym miała dwa komputery, to proszę bardzo, ale nie w ten, który jest moją absolutnie osobistą sprawą, na którym ja pracuję.
- Boi się Pani włamywaczy?
JCh: I wirusa, i włamywaczy, i osób, które z dobrego serca będą przeszkadzały. Tysiąca przeszkód.
- Czy myślała Pani o napisaniu kryminału z hakerami w roli głównej?
JCh: Nie, na tym się tak straszliwie nie znam, jeszcze bardziej niż na telewizji, że nie będę się tego zupełnie czepiać. Wolę pisać o czymś, o czym bodaj mam jakieś najsłabsze pojęcie.
- Pierwsza książka w tym roku już się ukazała. Kiedy następna i co to będzie?
JCh: Nie wiem, Właśnie usiłuję ją napisać, a wchodzi mi w paradę scenariusz, gdzie muszę przecież tego trupa od razu znaleźć wcześniej, bo on miał być później. A teraz piszę... bo ja wiem... chyba dalszy ciąg kobiety i mężczyzny -- jak wytrzymać ze sobą nawzajem.
Tak zaczyna się najnowsza powieść Joanny Chmielewskiej "Trudny trup", która ukazała się 14 marca. Nad tytułem autorka nie zastanawiała się zbyt długo: "Ten Trudny trup sam się rzucił na mnie. Nie wymyśliłam tego tytułu, on mi wyszedł z książki. Naprawdę" - zapewnia Chmielewska.
Trup jest niewątpliwie kłopotliwy, bo nie dość, że ruchliwy, to jeszcze musi być koniecznie powiązany z telewizją, dla której Joanna z Martusią piszą scenariusz serialu kryminalnego.
Gęba w kamerze
- Telewizji chyba za bardzo Pani nie lubi. Dołożyła jej Pani w najnowszej powieści okrutnie.
JCh: Ja myślę! Teraz tego Wielkiego Brata zamiast Milionerów puszczają i ja ich mam lubić?
- Dostało się też od Pani telewizji publicznej...
JCh: Tak, mam z nimi na pieńku w pewnym stopniu.
<
- Współpraca qię nie układa?
JCh: Nie, nie, kiedyś owszem, na początku kontaktów nie układała się rzeczywiście. Telewizja przywykła do tego, że każdy marzy o tym, żeby, za przeproszeniem, wetknąć gębę w kamerę i objawić się na ekranie. Ci wszyscy ludzie, zdaniem telewizji, powinni na czworakach się przeczołgać z Żoliborza na Mokotów, a potem tam koczować przez trzy dni. I nie przyszło im do głowy, że mogą istnieć takie wyjątki jak ja. Ja nie chcę być oglądana. Mnie na tym wcale nie zależy, ja się sobie nie podobam. Nie jestem od występów.
- I nie pracuje Pani obecnie nad żadnym scenariuszem?
JCh: Jeszcze jak pracuję! Ohoho! Przecież Trudny trup to jest ? można powiedzieć -- dokładny opis pracy nad scenariuszem, który w tej chwili powstaje. Pierwsze odcinki będą kręcone w maju, jak sądzę.
- Powieść ma nietypowe dla Pani kryminałów zakończenie. Przebija z niego ogromna gorycz i rozżalenie...
JCh: Ponieważ scenariusz z Martusią (jedna z głównych postaci w powieści, a w rzeczywistości reżyser, dokumetalistka) zaczęłyśmy pisać znacznie wcześniej niż ja tę książkę. Ileż to już czasu! W ubiegłym roku już były umowy gotowe do podpisania, już były pewne rzeczy ustalone! Poświęciłam temu co najmniej pół roku, jeśli nie trzy kwartały, nie pisząc czegoś innego.
Tylko to, a na dodatek na temat w pewnym stopniu mi obcy, bo o telewizji. Ja bebechów telewizyjnych nie znam. Naprawdę chciałam się tam zatrudnić na dwa -- trzy tygodnie jako sprzątaczka. Wyrzuciliby mnie pewnie wcześniej, jak sądzę, ale zawsze bym się w czymś tam zorientowała. No i po tych wszystkich wysiłkach nastąpiły jakieś takie perturbacje wewnętrzno-telewizyjne, od których Marta Węgiel dostała amoku, piany na ustach itd. Ja w mniejszym stopniu, bo nie ja w tym uczestniczyłam, tylko ona, i w rezultacie jakieś takie to się zrobiło i dziwne, i nieprzyjemne, i skierowane przeciwko autorowi, generalnie, nie mnie, w ogóle -- co ten autor powinien: schody im zamiatać, przypochlebiać się, dawać łapówki... Ale komu? Jeśli chodzi o te osoby, które znam osobiście z telewizji, to w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że mogą brać łapówki! No przecież nie będę ludzi obrażać! Zrobiło się to dla mnie nieprzyjemnie niezrozumiałe.
Marta się na tym wszystkim zna, zorientowała się, co należy zrobić, jak -- powiedzmy -- zmienić sposób perswazji czy postępowania. W rezultacie uparła się, doprowadziła do podpisania kosztorysu i ma to być kręcone. Ale czy będzie, czy nie, tego nie wiem, ponieważ widocznie muszę miewać jasnowidzenia. Pierwsze zdanie z Trudnego trupa okazało się nagle rzeczywistością. Nie dalej jak przedwczoraj Martusia do mnie zadzwoniła i powiedziała "słuchaj, ja cię nie chcę martwić, ale ty tego trupa musisz mi dać wcześniej". No proszę bardzo, on był zaplanowany na później, a teraz ja go mam jej dać w trzecim odcinku. To co ja mam zrobić, przepraszam grzecznie? Czy to nie jest trudna instytucja, ta telewizja?
- Poderżną mi gardło! -
czyli plany krytykowania błądzących...
- Dlaczego zmieniła Pani wydawnictwo? Najnowsza powieść "Trudny trup" została opublikowana przez oficynę Kobra, a do niedawna Pani książki ukazywały się w wydawnictwie Vers, które było rodzinnym biznesem.
JCh: Ponieważ zamierzam pisać coraz to bardziej jadowite utwory, uznałyśmy, że ta nazwa będzie słuszniejsza.
- Już "Trudny trup" ostrożnie pluje jadem. Nie tylko telewizja zostaje zmieszana z błotem i zamieszana w morderstwa i inne groźne przestępstwa. Siedliskiem zła okazuje się w najnowszej powieści także, a może przede wszystkim, prokuratura...
JCh: Mnie policjanci płaczą w kamizelkę. Nawet niekoniecznie w kuloodporną. Kiedyś znałam dość dobrze środowisko prokuratorskie. Orientuję się mniej więcej, jak tam to wszystko wygląda, natomiast wielokrotnie policjanci, i to w różnych miejscach Polski, pytają: -- Proszę pani, co ja mam zrobić? Przecież ja ich wszystkich znam i doprowadziłem do prokuratora. A on wyrzucił za drzwi mnie, a ich zwolnił? --
To jest taka kwintesencja tego wszystkiego, co oni mówią. -- Proszę pani, przecież my doskonale wiemy, kto ukradł pani całą tę elektronikę. Mamy numery, mamy odciski palców, mamy wszystko, a prokuratura oddaliła zarzuty z braku dowodów?
Proszę uprzejmie, jeden przykładzik: ponieważ to, że on miał mój telewizor czy komputer i jego odciski palców były na dwóch szafach, w tym na szkle i na bibliotece, bardzo czytelne. No to zaraz, chwileczkę, on ten komputer znalazł koło śmietnika. Tak sobie stał. Pomyślał więc: a może on dobry. No i wziął go sobie, bo jakby co, to zreperuje. A te odciski palców? A nie, bo on tam był w całkiem innym celu, on tam kolegi szukał i zobaczył drzwi uchylone, i tak się przestraszył, że może tam jaka osoba leży, trup albo ciężko chora, więc wszedł popatrzeć, tak z dobrego serca. A że macał wszystkie szyby? A to może w nerwach albo co. To nie dowody!
Policja ma to wszystko zgromadzone. A ja będę pisała książkę, po której ktoś mi na pewno poderżnie gardło, zostanę zastrzelona, będę miała wypadek samochodowy, ponieważ się przejadę po prokuratorach. A za dużo wiem na temat tego zawodu i możliwości postępowania, żebym miała nie być niebezpieczna dla otoczenia. (śmiech)
Więc jeżeli książka wyjdzie, to mi poderżną gardło!
Znajomi-mordercy.
Nie tylko prokuratorzy mogą dybać na życie Pani Joanny. W sumie solidnie na to zapracowała.
- Ponownie umieściła Pani w swojej powieści Anitę. To realna postać, istnieje też poza Pani książkami. Nie miała nigdy do Pani pretensji o to, że wcześniej (w powieści Wszystko czerwone) wsadziła ją Pani do więzienia?
JCh: Ależ skąd, ona sama zdecydowała, że woli być zbrodniarką niż ofiarą. I to jej się bardzo podobało.
- Rozumiem, że w Trudnym trupie jest to Anita, która już odsiedziała wyrok?
JCh: Anita, która dosiedziała wyrok, bo jak przecież pamiętamy (albo nie) z Wszystkiego czerwonego, ona postanowiła robić za wariatkę uleczalną, no więc szybko to poszło.
- Nie boi się Pani, że w końcu któryś ze znajomych Panią zamorduje za
umieszczenie go przez Panią w kryminale?
JCh: Ja lubię realia. Jestem w gruncie rzeczy reportażystką i bardzo łatwo mi się tworzy fikcję na bazie czegoś konkretnego. Najłatwiej jest trochę przerobić swoich znajomych, przyjaciół... Z tym, że z reguły oni są uprzedzani wcześniej i zgadzają się na to. Jeśli ktoś kategorycznie protestuje, to mu daję spokój. Chyba, że jest to mój wróg. (śmiech)
Piwna Chmielewska
- W "Trudnym trupie" leje się straszliwie dużo piwa. Wręcz hektolitry. Pojawiły się podejrzenia, że to Pani protest przeciwko ustawie o zakazie reklamy alkoholu.
JCh: Po pierwsze jestem absolutnie przeciwna, ponieważ to ciągle jeszcze jest reminiscencja traktowania ludzi jak niedorozwinięte bydło. Jesteśmy dorośli, jesteśmy za siebie odpowiedzialni, idziemy do więzienia jeżeli się wygłupimy jakimś przestępstwem, płacimy mandaty na szosie, kiedy jedziemy za szybko. Przepraszam bardzo, albo jesteśmy ubezwłasnowolnieni, niedorozwinięci i nie trzeba nam nawet prawa jazdy dawać! Albo trzeba nam pozwolić... Mało -- pozwolić, zmusić nas do życia odpowiedzialnego. I tu jest to samo. Jestem absolutnie przeciwna tego rodzaju zakazom.
Natomiast w kwestii piwa, to po prostu byłyśmy z Martą Węgiel u Alicji, znanej powszechnie z książek, i tam piłyśmy piwo. I tak nam już zostało w całej książce. Marta powiedziała -- słuchaj, nie wygłupiaj się, alkoholiczki jesteśmy? Ja mówię -- nie szkodzi, skończę książkę i scenariusz i przestaniemy być alkoholiczki! (śmiech)
- Pojawiło się również przypuszczenie, że może to piwo jest od CHMIELewskiej...
JCh: Od tego chmielu? To mi do głowy wprawdzie nie przyszło, ale bądź co bądź jest to najłagodniejszy rodzaj napoju, jakiego można używać.
- A co z hazardem, wyścigami i grą w kasynie? W "Trudnym trupie", jak w wielu powieściach Pani Joanny, nie brakuje szybkich skoków do kasyna. Niestety, w życiu jest ich coraz mniej -- tu brakuje czasu. Lub możliwości zakopania topora wojennego.
JCh: Z wyścigami, jak wiadomo, wdałam się w ciężką wojnę, więc tam przez dwa lata nie bywałam, tylko się znęcałam nad nimi. Byłam także w wielkiej wojnie (jestem nadal!) z Agencją Rolną Skarbu Państwa, która zrobiła wyścigom kolosalną szkodę, moim zdaniem. Natomiast w kasynie po prostu nie mam kiedy być! Przecież mnie nie ma w Polsce właściwie więcej niż pół roku, a jak jestem, to jednak piszę. Poza tym schody zniechęcają mnie do wychodzenia z domu. Ale... tam gdzie jadę w lecie, to one są, te kasyna. I konie są... (rozmarzenie)
Jestem kryminalistka!
- Od paru lat wydaje Pani po dwie książki rocznie. Jak Pani sądzi, ile czasu uda się utrzymać takie tempo. Czy nadal zamierza Pani wydawać książki tak często? A może częściej?
JCh: Nie wiem, ponieważ mam w tej chwili kilka pomysłów, które chciałabym jeszcze zrealizować. To wszystko zależy od wielu czynników, m.in. od samopoczucia, dlatego się usiłuję z całej siły leczyć. Dlatego siedzę nie w Warszawie, tylko poza, gdyż pobyt w innym klimacie doskonale mi robi. To są problemy krążeniowe, sercowe i tym podobne inne, które wymagają pewnej pieczołowitości. Natomiast oczywista sprawa, że jeżdżę z laptopem i pracuję, ale niewygodnie mi z nim, bo drukarka jest taka beznadziejna, że bardzo wolno drukuje i nie widzę własnego tekstu.
- A zagląda Pani czasem do Internetu?
JCh: Nie, broń Panie Boże, ja nie mogę mieć internetu w komputerze.
- Dlaczego?
JCh: W każdej chwili mi ktoś może wejść. Jakbym miała dwa komputery, to proszę bardzo, ale nie w ten, który jest moją absolutnie osobistą sprawą, na którym ja pracuję.
- Boi się Pani włamywaczy?
JCh: I wirusa, i włamywaczy, i osób, które z dobrego serca będą przeszkadzały. Tysiąca przeszkód.
- Czy myślała Pani o napisaniu kryminału z hakerami w roli głównej?
JCh: Nie, na tym się tak straszliwie nie znam, jeszcze bardziej niż na telewizji, że nie będę się tego zupełnie czepiać. Wolę pisać o czymś, o czym bodaj mam jakieś najsłabsze pojęcie.
- Pierwsza książka w tym roku już się ukazała. Kiedy następna i co to będzie?
JCh: Nie wiem, Właśnie usiłuję ją napisać, a wchodzi mi w paradę scenariusz, gdzie muszę przecież tego trupa od razu znaleźć wcześniej, bo on miał być później. A teraz piszę... bo ja wiem... chyba dalszy ciąg kobiety i mężczyzny -- jak wytrzymać ze sobą nawzajem.
Komentarze (0)
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0 beta1










